BENIO

Świat jaki jest, każdy widzi. Mówi się o zalewie agresji i chamstwa. Niestety sądzę, że jest w tej opinii sporo racji. Ulubionym sportem ludzi staje się wolnościowy, barokowy, niczym nieograniczony, pozbawiony jakichkolwiek hamulców, ulepionych z resztek przyzwoitości, wszechogarniający  hejt. A jeśli nie hejt, to w najlepszym przypadku nieufny, krytyczny dystans.

Tym bardziej zaskakuje! Tym bardziej cieszy! Tym bardziej wzrusza! Tym bardziej uskrzydla! Nie tylko pozytywna emocja. Wdzięczność. Szacunek. Sympatia. Ale czas! Ale praca! Napisanie listu! Takiego listu! Bo przecież była zapłata i była adekwatna usługa. Co prawda edukacyjna, ale jednak usługa – ktoś płaci, ktoś wymaga, ktoś inny wykonuje zobowiązanie. Zobowiązanie, by kształcić ze szczególną starannością i według międzynarodowych standardów. I wszystko się zgadza – tylko tyle i aż tyle. Usługa, która zmienia człowieka, kształtuje osobowość, daje wielkie możliwości odniesienia w przyszłości sukcesu. Usługa wykonana przez niezwykłych nauczycieli, realizujących najlepszy z  programów edukacyjnych. Za pieniądze, które niektórym dają prawo do śledzenia z lupą nieprawidłowości i szukania dziury w całym, wydawania poleceń i funkcjonowania w roli krytycznych ekspertów.

Płakałyśmy wszystkie podczas lektury tego listu. Był nam potrzebny jak powietrze przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego. Gratuluję bohaterkom tego tekstu – nauczycielkom przedszkolnym oraz Ewie Domańskiej – cudownej, wrażliwej i niesłychanie energetycznej, mądrej i etycznej  wychowawczyni.

Bardzo dziękujemy Rodzicom Benia, którzy pomimo zamieszania, związanego ze zmianą miejsca do życia, znaleźli czas, by ten list napisać.

Czasami w chwilach smutku pocieszam się, że istnienie świata zawdzięczamy temu, że o jedną kropelkę wciąż jeszcze suma dobra przewyższa sumę zła. I niech tak zostanie jak najdłużej! Dla dobra naszych dzieci i wnuków!

Beniowi i Jego Rodzicom życzę, by znaleźli szkołę, która zapewni im dalszy komfort i efektywność kształcenia. Mam nadzieję, że za kilka lat wrócą Państwo do Polski, a Benio – do naszej szkoły.

List RB031

 

CZEGO UCZY NAS OLIMPIADA…

To oczywiste – żeby wygrać olimpijskie potyczki, trzeba się ciężko napracować. Potrzebny jest wielomiesięczny profesjonalny trening, systematyczność, pokonywanie bólu, zniechęcenia, wsparcie trenerów, fizjoterapeutów, dietetyków, lekarzy, psychologów, a także bliskich osób.

Zapewne to wszystko nie zagwarantuje jednak sukcesu. Sama znakomita wydolność wytrenowanego ciała nawet w połączeniu z wysokim ilorazem inteligencji nie gwarantują wcale mistrzostwa.

Zaraz po zwycięskim wyścigu po złoty medal nasza wioślarka Magdalena Fularczyk-Kozłowska w dużych emocjach, śmiejąc się i płacząc jednocześnie, powiedziała coś takiego – Nie jesteśmy duże, nie jesteśmy silne, ale mamy wielkie serca do walki… Jej partnerka Natalia Madej stwierdziła, że obie wiedziały, że to złoto jest dla nich.

I myślę, że to jest właśnie istota skutecznego działania. Zdobycie złotego medalu jest nie tylko pochodną znakomitych parametrów ciała, które są wynikiem systematycznych, profesjonalnych treningów. Złoty medal zdobywają ci, którzy uwierzą, że jest on dla nich.

Postawa – mogę, chcę, pragnę, zdobędę, osiągnę, to jest dla mnie!  Determinacja i odwaga!

Nie wystarczy marzyć. Nie wystarczy ciężko pracować. Trzeba walczyć i w końcu uwierzyć, a nawet nabrać pewności – to jest dla mnie, to jest moja droga, to się nie może nie udać.

Nie dotyczy to jedynie sportu.

Niech w nadchodzącym roku szkolnym taka postawa stanie się naszą normą.

Mamy dobre wzorce. Nauczycieli – mistrzów, którzy odciskają trwałe piętno na osobowościach uczniów. Ich „złotym medalem” są sytuacje, gdy uczeń bał się matematyki, a teraz opowiada o ciekawych zadaniach na maturze, gdy nie umiał ubrać myśli w słowa, a teraz samodzielnie napisał dobry esej, gdy zżerała go trema podczas prezentacji, a teraz z radością publicznie prezentuje wyniki samodzielnych badań. Żeby osiągnąć taki efekt, nie wystarczy systematycznie ciężko pracować, przygotowując konspekty lekcji i sprawdzając uczniowskie zadania. Trzeba jeszcze wyzwolić pozytywne emocje – swoje i ucznia, mieć wewnętrzne przekonanie – dziś ma jeszcze trudność, ale jutro „załapie”, to się musi udać. To przeświadczenie, że mam moc wspólnego z uczniem przełamywania wewnętrznych jego i swoich barier! Ta radosna energia zwycięzcy –  pazur walki o sukces ucznia! To jest mistrzowski rys zawodu nauczyciela!

Mamy też dobre uczniowskie wzorce. Młode osoby, które – tak jak w tym roku Julia – dostały się na wszystkie wybrane uczelnie z Oxfordem włącznie. Które, nawet gdy było im ciężko, nie poddawały się, otwarcie szukały pomocy w nauczycielach, rodzicach, psychologu, kolegach. Ta otwartość komunikacji, aktywność, dialog z innymi ludźmi, współpraca są warunkiem koniecznym, by prezentować waleczną postawę zwycięzcy i osiągnąć sukces.

Oxford, Stanford, czy też MISH na UW naprawdę są dla ludzi. Trzeba tylko wykorzystać w pełni czas szkoły, rozpoznać swoje pragnienia naukowo-zawodowe i uwierzyć, że cel jest osiągalny.

Tego życzę naszym uczniom i nauczycielom w nowym roku szkolnym. A tymczasem – wielu emocji podczas oglądania olimpijskich zmagań!

 

 

WAKACYJNY PRZEKŁADANIEC – CZĘŚĆ 2

FETA 2016

Co roku staramy się być  w Gdańsku na lipcowym festiwalu teatrów ulicznych. Szczudlarze, mimowie, żonglerzy, muzycy, akrobaci, teatry z całego świta – jak ze snu, sceny jak z filmów Felliniego. Wszystko to na Dolnym Mieście, odpowiedniku warszawskiej Pragi. Interakcje z żywiołową publicznością. Cudowny klimat. W tym roku po raz pierwszy mieliśmy ogromną frajdę oglądania wspólnie z wnukiem znakomitego przedstawienia marionetkowego Teatru Barnaby – „Czerwony kapturek”. Niezwykłe lalki z drzewa lipowego. Znakomity aktor, dający im życie. Świetna zabawa dla dzieci i dla dorosłych.

 

ROZMOWY Z CIOCIĄ BABCIĄ – CIĄG DALSZY

Znów intensywne. Zapewne na skutek dwóch ważnych wydarzeń – przyjazdu papieża Franciszka i rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Te wydarzenia tak bardzo przytuliły się do siebie. Zapewne nie całkiem przypadkowo… Choć przyjaźniłaś się z niektórymi księżmi, byłaś antyklerykalna. Mierziła Cię pycha, celebra. Wytykałaś duchowieństwu nadmierne bogactwo, choć były to siermiężne lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. A on nie nosi czerwonych pantofli! Jeździ tramwajem! Głosi to, co Nauczyciel z Nazaretu, a także różni inni nauczyciele… Miłość i szacunek do każdego człowieka, także grzesznika, wyznawcy innej religii, przedstawiciela odmiennej kultury i rasy. Mówi o odwadze. Mówi o wolności. Mówi o przekraczaniu granic w sobie. Zachęca, by decydować o sobie, by nie dawać się za nos wodzić, lecz patrzeć rządzącym na ręce. Wstać z kanapy i założyć wyczynowe buty, by znaleźć swoją własną niepowtarzalną ścieżkę, utkaną z marzeń i pragnień. Śmiać się i tańczyć na środku ulicy, czy też zrobić inny raban w mieście. Żyć naprawdę! Żyć z pasją! Być otwartym na KAŻDEGO drugiego człowieka. Być empatycznym kreatorem swojego życia i życia innych ludzi. Zupełnie jak w profilu ucznia IB! Zupełnie zgodnie z moją wiarą. Zupełnie zgodnie z Twoją.

Uczyłaś mnie, że zawsze, gdy grają hymn, trzeba stanąć na baczność. Mam to do dziś. Paliłyśmy świeczki przy licznych w Warszawie tablicach, upamiętniających miejsca straceń. Ale chodziłyśmy również często na cmentarz żołnierzy radzieckich przy alei Żwirki i Wigury. Byłaś wzruszona, czytając napisy na tabliczkach, upamiętniających często bardzo młodych, ledwie nastoletnich rosyjskich chłopców, zamienionych w żołnierzy. Emanowałaś miłością i współczuciem dla tych jeszcze dzieci, które zginęły z karabinem w rękach na polskiej ziemi. A przecież z władzą przywleczoną przez sowietów nie było Ci po drodze. Należałaś do Kedywu Armii Krajowej. Nigdy się nie zdekonspirowałaś. Wiedziałaś, czym to grozi w PRL-u.  Często wspominałaś swojego brata, najmłodszego z rodzeństwa, który zginął podczas akcji na warszawskiej ulicy. Mówiłaś, że był najlepszy z Was – najbardziej wrażliwy, odważny. Należał do Armii Ludowej. Nie stanowiło to różnicy. Obowiązywała konspiracja. Liczył się kontakt. Przypadek decydował, kto gdzie trafił. Do AK czy do AL. Chodziło o to, by walczyć o wolną Polskę.

A teraz analizują… Decydują, kto bohater, a kto – wróg albo w najlepszym przypadku – śmieć. Zawłaszczają pamięć, propagują jedynie słuszną interpretację… Ci, którzy nigdy nie byli w podobnej sytuacji… Mają taką łatwość, taki komfort. Gadania, gadania, gadania. Dowódcy powstania to albo ideały, wzorce osobowe, kto wie – może w przyszłości święci… Albo też szkodniki, burzyciele miasta, odpowiedzialni za śmierć kilkuset tysięcy cywilów, których z powodu złych decyzji należy wreszcie osądzić…

Wiem, że złościsz się, kiedy tego wszystkiego słuchasz…

Przypomina mi się historia kobiety, która w swoim gospodarstwie ukrywała podczas okupacji jednocześnie żydowskie małżeństwo z dwójką małych dzieci i młodego niemieckiego żołnierza – dezertera. Traktowała tych ludzi ze współczuciem i miłosierdziem. Ocaliła ich przed śmiercią z ludzkiego odruchu, z miłości do każdego człowieka. I na tym polega głoszone przez papieża Franciszka miłosierdzie. Łatwość osądzania, dzielenia ludzi na naszych i obcych nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, miłosierdziem, humanitaryzmem, człowieczeństwem. Ciekawe, jak mógłby być oceniony niemiecki dezerter za to, że brzydziło go mordowanie polskich mężczyzn, kobiet i dzieci… Czy był po prostu dobrym, wrażliwym człowiekiem, który miał odwagę – ryzykując życiem – odmówić wykonywania takich rozkazów, czy też może mięczakiem, pozbawionym honoru zdrajcą żołnierskiego etosu, niegodnym noszenia munduru, zasługującym na śmierć. Ocenianie – ten biały, ten czarny. Gadanie, gadanie, gadanie…

Krzysztof Kamil Baczyński powinien móc kochać swoją Basię, mieć dzieci, wnuki… A my powinniśmy móc rozkoszować się jego nigdy niepowstałą twórczością, wspaniałymi nowatorskimi metaforami. Znakomity poeta może być wzorem dla młodych, ale młody twórca, który podczas wolnościowego zrywu chwyta z potrzeby serce za broń i ginie, nigdy nie powinien być stawiany za wzór, bo wojna jest patologią, aberracją, przejawem słabości ludzkiego umysłu. Jej ofiary, często bohaterskie, oczekują od nas pamięci, miłości, współczucia i szacunku, ale – na Boga! – nie uruchamiajmy wojennej retoryki, bo igramy z ogniem. Nie mówmy nigdy – przy żadnej okazji, a zwłaszcza przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego – o młodych jak o armatnim mięsie!

Na początku zawsze jest słowo….

Myślimy i mówimy o tym jednocześnie, Ciociu. W końcu wychowywałaś mnie przez dziewięć ważnych lat dorastania… Myślimy bardzo podobnie.

Spodobałaby Ci się książka Edwarda Rutherfurda „Nowy Jork”, zwłaszcza ostatnie zdania, które i mnie zachwyciły: „ Człowiek nie potrzebuje niczego więcej. Mieć marzenia i je realizować. Ale marzenia są pierwsze. Wyobraź sobie. Wolność. Na zawsze.”

 

SZMARAGDOWA POLANA

 

Moje magiczne wakacyjne miejsce. Dywan pięknych traw, urozmaiconych głównie stokrotkami, koniczyną i krwawnikiem. Ozdobiony fantazyjnymi plamami różnorodnych cieni – jaśniejszych i ciemniejszych, drobnych i rozlanych… Migotliwych, zmiennych w zależności od tego, co na górze i co wokół. A wokół drzewa – brzozy, sosny, świerki, lipy, dęby, także zdziczałe jabłonki i inne owocowe drzewka. I mnóstwo ptaków, i hasające z niebywałą lekkością wiewiórki, a czasami – czarny młody kot, polujący na myszy czy też nornice. A na górze – błękit. Czasami przyozdobiony jakby gęsim pierzem, śnieżnobiałym lub troszkę przyszarzałym, albo czymś na kształt bitej śmietany lub ubitego białka… Obłoki. Obwłoki. Te, które włóczą się po niebie…  Między szmaragdem a błękitem, zwłaszcza podczas wietrznej pogody, można oglądać lekcje latania młodych bocianów. Cudownie wykorzystują powietrzne prądy… Czasami wyraźnie nas obserwują… Zastanawiam się, jak można by opisać polanę z ich punktu widzenia… Za mało jednak o nich wiem. Niestety. Często obserwujemy też jerzyki – śmigające bardzo wysoko albo tuż nad naszymi głowami.

Nad trawą – motyle, głównie bielinki, cytrynki i modraszki, a także pszczoły.

Na trawie króluje para dzięciołów zielonych, sporych zielono-oliwkowych ptaków z czerwonymi czapeczkami na głowie. Zjadają mrówki, robiąc w ziemi małe dołki. Zaaferowane polowaniem potrafią podejść blisko, pod warunkiem że się nie ruszamy. Żerują bezszelestnie w przeciwieństwie do dzięcioła dużego, który energicznie opukuje wszystkie drzewa wokół polany. Po pniach – z góry na dół – wędrują kowaliki. Między koronami licznie reprezentowane krzątają się kopciuszki, raniuszki, sikorki i wróblowate. Pliszki siwe nie lubią długo ukrywać się w koronach drzew. W końcu zawsze sfruwają na środek polany, gdzie pędząc drobnymi kroczkami, eksponują swoje eleganckie pomimo że nadmiernie ruchliwe ogonki. Codziennie przylatują sójki. Wrzeszczą w niepowtarzalnie drażniący sposób, choć może nie wszyscy wiedzą, że potrafią też miłośnie śpiewać. Pojawia się  para delikatnych sierpówek. Pohukują sobie delikatnie. W trakcie dwóch kolejnych lat obserwowaliśmy w niewysokiej koronie przystrzyżonej tui gniazdko kosów, z turkusowymi jajeczkami. Potem był rejwach podczas karmienia. A w końcu cisza po nagłym opuszczeniu domu przez rodziców i młode. Zmartwiona podejrzewałam nawet kota o niecny czyn, ale okazało się – niesprawiedliwie. Młode wyfrunęły z gniazda jednorazowo i na dobre. Były lata, że pod krzewami mieszkało stadko kuropatw. W tym roku nieopodal na posadzonych ręką człowieka kwiatostanach ciemnoróżowych floksów można było obserwować kolibra europejskiego – fruczaka gołąbka. Nie lada gratka!

Nie podejmę się opisu głęboko miodnego zapachu szmaragdowej polany.

Raj na ziemi!

 

 

CUDOWNE ŻRÓDEŁKA W NOWINACH HORYNIECKICH

Miejsce objawienia, w którym tryskają cudowne źródełka. Po wodę o leczniczych właściwościach przyjeżdżają ludzie z daleka. Maleńka kapliczka z cudowną figurą Matki Boskiej. Posadowiona na jednym ze źródeł. Znajduje się w głębokim wąwozie, w którym panuje niezwykła cisza. Miejsce jak z bajki. Opiekują się nim ojcowie franciszkanie. Drewniana figura jest zupełnie niezwykła – przedstawia szokująco niewyidealizowaną, a przez to – wzruszającą, postać Matki Boskiej. Jedyna w swoim rodzaju.

 

FESTIWAL KULTUR I KRESOWEGO JADŁA, 31 lipca – 7 sierpnia

Można było zobaczyć warszawskich aktorów w muzycznym przedstawieniu „Ten drogi Lwów”. Wysłuchać koncertu znakomitego krakowskiego Klezmer Trio Magdy Brudzińskiej – niekwestionowanej gwiazdy festiwalu. Podziwiać występy polskich, słowackich i węgierskich zespołów folklorystycznych. Obejrzeć filmy dokumentalne o Kresach, wysłuchać wykładów, wziąć udział w konferencjach, dotyczących dziedzictwa historyczno-kulturalnego ziem wschodnich dawnej Rzeczpospolitej, a także artystycznych i kulinarnych warsztatach – dla dzieci i dorosłych. Imprezom towarzyszyła księgarnia warszawskiego Domu Spotkań z Historią. Wszystko to działo się w maleńkich miejscowościach południowo-wschodniej Polski. Gospodarzem był Lubaczów, Cieszanów, Basznia, Horyniec Zdrój i Narol. Rozmawialiśmy przez chwilę ze spiritus movens festiwalu – młodym i energicznym burmistrzem Lubaczowa. Przyznał się, że jakiś czas temu oglądał w restauracji Ariel na krakowskim Kazimierzu Trio Magdy Brudzińskiej. Uległ silnej muzycznej fascynacji i zapragnął sprowadzić Magdę do Lubaczowa. I to mu się właśnie udało. Podziękował jej po występie bukietem czerwonych róż. Jak dobrze, że przedstawiciele władzy ulegają czasami  artystycznym miłościom.

Przypomniałam sobie przy tej okazji moją artystyczną miłość, która wypełniła mnie bez reszty w tymże Arielu, jakieś dwadzieścia parę lat temu, kiedy to nie mogłam zjeść pysznej kolacji ze względu na występ młodziutkiego wówczas zespołu Kroke, który obecnie cieszy się zasłużoną sławą w Polsce i na świecie.

 

WAKACYJNY PRZEKŁADANIEC

Wyniki matury były niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem na początku wakacji. Lepsze średnio o punkt w stosunku do ubiegłorocznych utrzymały dobrą tendencję od czasu, gdy Joasia Majorek została koordynatorką IBDP w naszej szkole. Wzrost efektów nauczania jest wyraźny. Podziękowania należą się Joasi oraz wszystkim nauczycielom. Uczniom gratuluję. Zwłaszcza tegorocznej rekordzistce, która dostała się na wszystkie uczelnie, na które chciała się dostać, z Oxfordem włącznie.

Nowy Jork jest bohaterem fascynującej książki, która – ze względu na swoje gabaryty – pochłonęła mnie właśnie w wakacje. Jej autor – Edward Rutherfurd – napisał także dwie inne powieści, związane tematycznie z miastami – Londynem i Paryżem. Historia miasta, skupiającego jak w soczewce historię Stanów Zjednoczonych od 1664 do 2009 roku, przez pryzmat rozwoju cywilizacyjnego, życia codziennego, idei, procesów historycznych, tendencji politycznych i mód, a także ludzkich emocji, ambicji i pragnień. Pozwala lepiej zrozumieć także współczesne nam czasy. Pomyślałam o Warszawie. O jej niezwykłej historii…. Czy kiedyś doczeka się podobnej książki… Bo na pewno zasługuje.

Z wakacyjnych lektur – jeszcze kryminały ze zgrabną intrygą, podlaną smakowitym psychologicznym sosem, Katarzyny Puzyńskiej – „Więcej czerwieni”, „Motylek”, „Trzydziesta pierwsza”.

Japończycy (?) w Malborku. Taki widok. Korek przed mostem. Po lewej Nogat, za nim – krzyżacki zamek. Na zielonym poboczu od strony rzeki – grupa osób w takich samych kapeluszach z szerokimi rondami. Z daleka myślałam, że to dzieci… Siedzą z malarskim ekwipunkiem i uwieczniają piękny widok na malborski zamek. Z bliska okazało się, że to Azjaci, prawdopodobnie Japończycy!, tym razem – bez aparatów fotograficznych, lecz z pędzlami i ołówkami…

Energia żywiołów. Plaża. Silny wiatr dmący w napięty do granic możliwości parawan. Ostre słońce. Fale pomimo wiatru niezbyt wysokie, ale woda zmącona, z piachem i wodorostami. Jakieś prądy morskie przeciwstawne do kierunku wiatru.  Ciało na ręczniku frotte czuje tę dziką energię – wiatru, wody, piasku i słońca. Te naprężenia, napięcia przeciwstawnych energii, stłumiony ryk, huk – fal i ściskanego przez wiatr i wodę piasku. Lubię bałtyckie żywioły. Pozwalają zapomnieć o bożym świecie. Zatopić się. Odjechać. Poczuć czas wakacji.

PRZECIW INFANTYLIZACJI EDUKACJI I NIE TYLKO czyli rozważania wokół wystawy PYP

PRZECIW INFANTYLIZACJI EDUKACJI I NIE TYLKO czyli rozważania wokół wystawy PYP.

Infantylizacja. To, co nam się wydaje o dzieciach. Co one mogą zrozumieć?! Takie malutkie! Głupiutkie! Trzeba je prowadzić za rączkę. Mówić, co dobre, co złe. Czy trzeba iść w prawo, czy w lewo… Mądrość dorosłych drogowskazem dziecka! Hasło warte tyle, ile: „Partia przewodnią siłą narodu!” Żeby było jasne – to hasło z głębokiego i mniej głębokiego PRL-u. Choć niektórym może się wydawać nad wyraz aktualne. I że należy podążać. Za partią.

Infantylizacja. „Ala ma kota”. „Mama gotuje obiad.” „Tata wraca z pracy.” Zdania rodem z elementarza, żeby nie powiedzieć – rodem z piekła.

Piekło infantylizacji. Że ktoś – władza, rodzic – zabezpieczy, ubezpieczy, odejmie całe zło. Zapewni, wskaże, rozwiąże, wybierze za nas … Mama gotuje obiad. Tata wraca z pracy.  I będzie to wybór jedynie słuszny… Władza, rodzic, nauczyciel… Która/który wie lepiej, więcej… Na wieki wieków, amen!

Brrrr! A kysz! Apage! Satanas? Satanas! Choć pod anielskim płaszczykiem!

Dzisiaj – słuchajcie, dzieci! –  przerabiamy literkę „A”. Jutro będziemy przerabiać literkę „B”. Po bożemu i w kolejności. Na pierwszej lekcji mamy polski, a na drugiej – matematykę. Jest porządek! Wszystko jasne! Tu literki. Tam liczby. A  jeszcze w innym porządku zjawiska jakieś przyrodnicze, też spłaszczone do jednego wymiaru – pantofelka, liścia, zwierzątka.

A my wybieramy programy IB. Złożoność. Dojrzałość. Odpowiedzialność. Współpracę. Niezależność. I – o zgrozo! – entuzjazm jakiś badawczy! Nauczycielski i uczniowski!  Pewność siebie! Samostanowienie! Zaangażowanie, ciekawość, kreatywność. I przede wszystkim – WOLNOŚĆ. Wolność – twórczą, kreatorską, naukowo-eksperymentalną. I uczciwość. Uczciwość sumień. Uczciwość kręgosłupów moralnych. Uczciwość empatii. Uczciwość szacunku. Uczciwość otwartości. Uczciwość refleksyjności. Ważne jest – dlaczego! Ważne jest – po co! Czy dla dobra, czy dla zła. Skutek i przyczyna. Wnioski – samodzielne i odkrywcze.

Szkoła jak przewód doktorski!

To nam pokazała wystawa PYP! Mali doktoranci. Niezależni badacze! Którzy mają odwagę, na forum całej szkoły, przedstawić wyniki wymyślonych przez siebie eksperymentów. Entuzjaści procesów społecznych i przyrodniczych. Mózgi niezależne i odważne! W przyszłości pchną na przód technologię i humanistyczne teorie, odnajdą się twórczo i zwycięsko w każdej rzeczywistości, i tej – skrajnie optymistycznej, i tej – skrajnie pesymistycznej.

Mają dzisiaj około dziesięciu lat. Będą wkrótce decydować o przyszłości świata.

Czy lepiej – by uczyli się, że Ala ma kota, mama gotuje obiad, a tata wraca z pracy, czy – by pozwolono im myśleć, badać, zgłębiać, podejmować ryzyko własnych wniosków…

Naprawdę – pomyślmy w końcu o przyszłości świata, a nie tylko – o czubku własnego nosa!

            A TERAZ JUŻ – PROSTO, JASNO I PRZEJRZYŚCIE:

GRATULUJĘ CZWARTOKLASISTOM – TEZ BADAWCZYCH, ZAPAŁU, SAMODZIELNOŚCI I DZIELNOŚCI, SPOSOBÓW DOCHODZENIA DO AUTORSKICH WNIOSKÓW I SPOSOBU ICH ZAPREZENTOWANIA PRZED SZKOLNĄ SPOŁECZNOŚCIĄ.

WASZA WYSTAWA UDOWODNIŁA JESZCZE JEDNO – MY, DOROŚLI, ŹLE SZACUJEMY WASZ POTENCJAŁ. CZĘSTO – UCZĄC I POUCZAJĄC – ZAMYKAMY WAS W PUDEŁKU NASZYCH WYOBRAŻEŃ O WASZYCH MOŻLIWOŚCIACH INTELEKTUALNYCH, TWÓRCZYCH I SPOŁECZNYCH. DOBRZE, ŻE ISTNIEJE PROGRAM, KTÓRY ZMUSZA NAS DO ODRZUCENIA NASZYCH STEREOTYPÓW NA WASZ TEMAT.

JESZCZE RAZ GRATULUJĘ!!!

DZIĘKUJĘ NAUCZYCIELKOM – JOLI BORODZIK, KASI BIERNAT I MARCIE BRZYWCY. BYŁYŚCIE PANIE MĄDRYM,  BARDZO IB-OWSKIM WSPARCIEM DLA DZIECI PODCZAS ICH PRACY NAD WYSTAWĄ.

 

 

 

 

MIĘDZY DUCHEM A LITERĄ

We wszystkich programach IBO – od PYP, przez MYP, do DP ważną rolę pełni Profil Ucznia IB i aktywność w obszarach: Creativity, Action, Service.

Może się zdarzyć, że międzynarodowa szkoła zorganizuje swoim uczniom wyjazd egzotyczny, gdzieś daleko, daleko, samolotami, autokarami, z noclegami w luksusowych hotelach. Każdy uczeń wpłaca po kilka tysięcy złotych na podróż. Cel jest szczytny: sadzenie drzewek, przekazanie darów jakimś biednym ludziom. Potem w pamięci pozostaje egzotyka, wypoczynek przy luksusowym basenie, podobnym do tych wielu, poznanych wcześniej, relacje towarzyskie między rówieśnikami. Ach, i były jeszcze jakieś drzewka lub wręczanie paczek jakimś dzieciom. I zostały „wypracowane” godziny CASu.

Ale można inaczej…

W ramach wystawy PYP uczniowie realizują dwa swoje projekty – społeczny i ekologiczny. I pojawia się pomysł i to – żeby było jasne! – w głowach uczniów. Przecież ci starsi ludzie są tacy biedni. Często nie wychodzą z domów – bo się boją, bo mają problemy z poruszaniem. Można by im jakoś uprzyjemnić życie. Jak to można zrobić… Może przygotować jakieś atrakcje, pobyć chwilę z nimi… Tylko gdzie się można z nimi spotkać… No i powstała piękna, w stu procentach dziecięca inicjatywa – Potańcówka Warszawska w Mokotowskim Centrum Integracji Mieszkańców przy ul. Woronicza, która odbyła się w ostatnią niedzielę w godzinach 13.00 – 18.00. Pomogli rodzice, zapewniając Kawiarenkę, w której  na seniorów czekały kawa, herbata, soki, woda i ciasta. Nauczycielki wsparły dzieci przy „dopracowaniu” programu. Prowadziły z nimi rozmowy na temat starości – jak wygląda, jakie ograniczenia są z nią związane. Autorzy projektu sami doszli do wniosku, że teksty wspólnie śpiewanych piosenek powinny być duże, aby każdy mógł je odczytać. Przygotowywane na niedzielę ciasta powinny być miękkie i lepiej, żeby nie zawierały maku. Uczniowie ubrali się uroczyście, troszkę w stylu lat dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. Spotkanie rozpoczęło się polonezem. Dzieci zaprosiły starszych państwa do tańca, a przed tym były przygotowywane, że za chwilę będą trzymały własną dłonią inną, pomarszczoną i trzęsącą się dłoń. Następnie pięknie zaśpiewały „Sen o Warszawie” oraz „Pałacyk Michla”. Przeprowadziły także plebiscyt na najpopularniejszą piosenkę warszawską. Wygrała kompozycja Stanisława Grzesiuka „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka”. Grupa ekologiczna prowadziła z seniorami rozmowy i konkursy, dotyczące ochrony środowiska i pomagała wykonać ekologiczną torbę.

Samodzielnie wymyślony przez uczniów i zrealizowany z niewielką pomocą dorosłych projekt dał wiele radości i satysfakcji zarówno autorom jak i seniorom. Pokazał, jak blisko, w sąsiedztwie można znaleźć osoby, które potrzebują towarzystwa i urozmaicenia pełnego ograniczeń życia. I ile satysfakcji może dać kontakt z drugim człowiekiem, nawet tym pozornie mało atrakcyjnym, starszym.

potancowka

MILENKA

Dzisiaj spotkała nas radosna i wzruszająca niespodzianka. W drzwiach przedszkola stanęła rodzina multi-kulti: tata Japończyk, mama Rosjanka i dwie śliczne panienki – ich córki.

Okazało się, że celowo wybrali międzylądowanie w Warszawie, w drodze z Gruzji do Japonii, żeby Milenka – absolwentka naszego przedszkola – mogła odwiedzić miejsca i ludzi, których kiedyś pokochała. Po dziesięciu latach! Wzruszenie było ogromne, a śmiechom i łzom nie było końca, bowiem na szczęście bliska sercu „ciocia” Marzenka pracuje nadal i pełni obecnie funkcję wicedyrektora przedszkola.

W poprzednim wydaniu szkolnego informatora było zdjęcie ślicznej skośnookiej dziewczynki w japońskim kimonie. To była właśnie Milenka. Teraz przerosła już „ciocię”, ale  przypominała sobie i miejsca, i wydarzenia sprzed dziesięciu lat. Jej młodsza siostra Karina urodziła się w Polsce w czasie, kiedy rodzina dowiedziała się, że tata został oddelegowany do Władywostoku. Potem przeniesiono go do Tbilisi. A żona i córki wędrują razem z nim. Wszyscy bardzo tęsknią za Polską i chcieliby do nas wrócić.

Trzymamy kciuki, żeby się w końcu udało!

milenka

ŚWIĘTO IB W SZKOLE

W dniach 1 – 3 czerwca gościliśmy przedstawicieli IBO, którzy dokonali ewaluacji  pracy naszej szkoły w ciągu ostatnich 5 lat.

Do tej pory każda wizytacja IBO – a było już ich od 2002 roku bez liku – była dla nas z jednej strony dużym stresem, dla mnie związanym głównie z koniecznością komunikowania się w języku angielskim, z drugiej strony – ogromną przyjemnością kontaktu z mądrymi, doświadczonymi w programach IB edukatorami.

Tym razem było podobnie, choć pod wieloma względami – intensywniej.

Ewaluacja dotyczyła bowiem nie tylko rozwoju MYP w naszym gimnazjum, ale także funkcjonowania wszystkich naszych placówek jako zespołu IB.

Odwiedziła nas trzyosobowa komisja w składzie: Fidelis Nthenge, Head of School Services IBO, Margareth Harris, IB Educator, Elena Andreeva, IB Educator – spędzając w naszej szkole około dziesięciu godzin dziennie.

Panie rozmawiały ze wszystkimi nauczycielami gimnazjum i liceum – grupowo i indywidualnie, obserwowały lekcje w obu szkołach, spotykały się z uczniami – podczas zajęć i na korytarzach, podczas przerw, odbyły kilka długich spotkań z dyrekcją i koordynatorami DP i MYP. Zostały przez uczniów klasy pierwszej gimnazjum oprowadzone po wszystkich zakamarkach naszej siedziby przy ul. Abramowskiego z piwnicznym teatrem włącznie. Odwiedziły też budynek przy ul. Stępińskiej 13, gdzie zajrzały do każdej klasy i każdego najmniejszego pomieszczenia, podziwiając dzieła projektowe naszych podstawówkowiczów.

Obejrzały sale, w których odbywała się tegoroczna matura oraz sejf, zakupiony specjalnie na matury, w którym przechowywane były materiały egzaminacyjne.

Odbyły dwa spotkania z rodzicami licealistów i gimnazjalistów.

Serdecznie dziękuję bardzo licznej reprezentacji rodziców gimnazjalistów i licealistów, którzy mimo wczesnej pory przybyli, by porozmawiać o szkole i o programie. Dziękuję także tegorocznym maturzystom, którzy – mimo iż już mają zasłużone po maturalnych emocjach wakacje  – stawili się na spotkanie. Dzięki Państwa obecności i liczebności przekraczającej oczekiwania komisji (wizytacja spodziewała się nielicznej reprezentacji) obraz szkoły mógł być głębszy i pełniejszy.

Wnioski z ewaluacji są dla MIS bardzo pozytywne. IBO docenia szerzenie przez dyrekcję szkoły filozofii IB i jej zmotywowanie do rozwijania PYP, MYP i DP. Szanuje dążenie, by oferować dzieciom i młodzieży najlepszy i nietani program edukacyjny po jak najniższej cenie, dając przy tym możliwość uczenia się pod okiem świetnie przygotowanej kadry nauczycielskiej, w bardzo przyjaznym środowisku i dobrych warunkach lokalowych. Były pełne podziwu dla moich starań w tym zakresie. Dawno już nikt tak mnie nie chwalił – za otwartość, dostępność dla wszystkich członków szkolnej społeczności, częstotliwość spotkań nauczycieli i rodziców oraz organizowanych dla rodziców szkoleń i warsztatów; za styl zarządzania szkołą, bardzo IB-owski, dający możliwość aktywności, kreatywności, realizacji własnych pomysłów nauczycielom i uczniom. Usłyszałam miłe słowa za wierność – od prawie 15 lat – IB-owskiej filozofii i szerzenie jej, gdzie się da, także – na polskojęzycznym szkolnym blogu podczas spotkań z kandydatami do szkoły i w trakcie spotkań promujących naszą szkołę w innych placówkach edukacyjnych.

Wizytatorki zaproponowały, byśmy złożyli do IBO wniosek na grant, który pozwoli nam lepiej wyposażyć szkołę, zwłaszcza w zakresie IT. Dwukrotnie przypominały o tym. Sądzę, że mamy szansę otrzymać z IBO jakieś środki finansowe na rozwój. Musimy bowiem zwiększyć liczebność i poprawić jakość komputerów i ich oprogramowania, co przy obecnej wysokości czesnego nie jest możliwe i jest to dla IBO oczywiste.

Wysoko oceniły profesjonalizm nauczycieli oraz ich pracę zespołową, a także postęp w rozumieniu programu w ciągu ostatnich 5 lat. Autentycznie zachwyciło je „zaopiekowanie” uczniów, jakość pracy wychowawców klas i szkolnego psychologa, małe klasy w gimnazjum i kilkuosobowe grupy przedmiotowe w Diplomie;  a także – bardzo IB-owska formuła „zielonych szkół” i innych warsztatowych wyjazdów.

Stwierdziły także, że nasi gimnazjaliści są właściwie rekrutowani – są odpowiedzialni, wykazują duży potencjał i zaangażowanie, i zdecydowanie nadają się do programu IB.

Teraz najważniejszym dla MIS zadaniem jest objęcie dwóch ostatnich klas podstawówki programem MYP; klasa 5 będzie rokiem 0 MYP, klasa 6 rokiem 1 MYP.

W marcu 2017 r. powtórnie przyjedzie do nas Margareth Harris, żeby zweryfikować, jak działa klasa 5 jako klasa 0 MYP i jak przygotowaliśmy szczegółowy program dla klasy 6. Pomoże nam stworzyć spójny plan działania dla całego MYP.

W roku szkolnym 2018/2019 czeka nas kolejna ewaluacja – już jako zespołu szkół, czyli większa grupa wizytatorów będzie w jednym czasie pracować z zespołami przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum. Od tej pory wszystkie ewaluacje będą już zawsze miały taki charakter – cztery nasze placówki będą je odbywać w tym samym czasie.

Jest to znakomity pomysł Fidelis Nthenge, który pozwoli nam w jeszcze większym stopniu stworzyć jednolity zespół szkół IB z bardzo spójnym programem, którego zwieńczeniem jest matura międzynarodowa.

Nasza szkoła zatrudnia wspaniałych, kreatywnych, zaangażowanych, dynamicznych i pracowitych nauczycieli. Pod okiem tak świetnych edukatorek jak Fidelis, Margareth i Elena, realizując ambitne programy – PYP, MYP i DP,  mają szansę stać się naprawdę mistrzami w swoim fachu.

A dzięki temu – wiadomo ! – uczniowie będą nam „rośli” jeszcze bardziej niż dotychczas.

Dlatego każda ewaluacja IB dokonywana w MIS jest dla nas świętem i daje nam – oprócz mnóstwa pracy – także mnóstwo radości.

Dziękuję koordynatorkom MYP i DP, wszystkim naszym wspaniałym nauczycielom, administracji szkoły za świetne przygotowanie wizyty, za zaangażowanie, znakomitą organizację, punktualność i pełny profesjonalizm. Szczególne podziękowania należą się Curriculum i MYP Coordinator – Angelice Maj. Angeliko, jesteś wielka!

 

PRZEŁOM I PRZEŁOM

Sobota 28 maja 2016 r.  była przełomowym dniem dla dwóch nauczycielek MIS.

Pani Beata Gawrońska wstąpiła w związek małżeński.

Pani Magdalena Latos została mamą pięknej Anny.

Gratulujemy i bardzo się cieszymy!!!

WARSZAWSKA LIGA DEBATANCKA

Gratuluję naszej drużynie dzisiejszej wygranej! Mateusz Nowakowski, Paulina Matuszyk, Julia Wyjadłowska i Wiktoria Dworniak spisali się znakomicie. Podziękowania należą się Jakubowi Lorencowi, który pomagał uczniom przygotować się do ostatniej w tym roku szkolnym potyczki. Przedstawiciele naszego liceum wylosowali rolę oponentów wobec tezy: Unia Europejska powinna przyjąć Katalonię do grona członków, gdyby ta oddzieliła się od Hiszpanii. Zdeklasowali przeciwników, którymi była drużyna z Bednarskiej. Po skomentowaniu debaty przez jurorów na usta cisnęło się powiedzenie z Fredry: „Znaj proporcjum, mocium panie”. Rozumiem, że nie należy kopać leżącego oraz że debata ma mieć bardziej walor edukacyjny niż sportowy, ale miałam poczucie jednak pewnej niesprawiedliwości w ocenie przebiegu tego starcia. Niestety pomimo zwycięstwa nie udało nam się dostać do finału. Z wszystkich debat zebraliśmy tyle samo punktów co Liceum Filmowe, ale ponieważ we wcześniejszej rundzie przegraliśmy z tą szkołą, do finału weszli oni, a nie – my.

Szkoda. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku zawalczymy o zwycięstwo, bo ewidentnie stać nas na to! Wygraliśmy cztery debaty – z Fredrą, Cervantesem, Lelewelem i Bednarską. Przegraliśmy dwie – z Czackim i Filmowym.