RODZINNA INTENSYWNOŚĆ

Wszystko przez wnuczka… I jego pomysł, żeby powstało drzewo genealogiczne naszej rodziny. Rozpętał się emocjonalny, wspomnieniowo-towarzyski karnawał. Rozmowy telefoniczne i spotkania z osobami, z którymi  ostatni raz widziałam się np. w 1994 roku albo jeszcze wcześniej… Wzruszenie, śmiech, radość… Ostatnio drzewem genealogicznym zajmowałam się na początku dwudziestego pierwszego wieku, kiedy to – w tajemnicy przed córką – robiliśmy z Jurkiem dla niej na dwudzieste urodziny rodzinny album wraz z drzewem genealogicznym. Jednak tamto drzewo nie miało zbyt rozbudowanej korony… Pomimo to dostarczyło mi silnych emocji. Rozmowy z mamą i różnymi ciociami na jego temat były ciekawe, wciągające, wywołujące wypieki na twarzy. Rodzinne losy, postacie niektórych przodków zaczęły domagać się opisania. Powstała książka pt. „Jesteś bramą”. W trakcie jej tworzenia doszło do niezwykłej dekonspiracji mojej bohaterskiej cioci-babci.

Obecne drzewo obejmuje już około sześciuset dziewięćdziesięciu osób. I końca nie widać. Zięć, który zaangażował się w jego tworzenie, musiał – z powodu innych obowiązków – chwilowo tę aktywność zminimalizować, chociaż nie zaprzestał jej całkiem. Programy internetowe pomagają mu porządkować lawinę informacji i danych, które nadsyłam mu ja i inni członkowie rodziny oraz – podsuwa Internet. Weszliśmy w posiadanie zdjęć starego drzewa genealogicznego, rysowanego ręcznie na kawałkach pergaminu. Szaleństwo!

W ostatnią niedzielę zadzwonił wnuczek. Dziękowałam mu za ważne i miłe emocje, których mi dostarczył. Jego reakcja wzruszyła mnie. Słuchał mnie cierpliwie i bardzo uważnie. Na koniec mojej przydługiej relacji ze spotkań i rozmów usłyszałam: „Dziękuję, że mi o tym mówisz. Jest mi bardzo miło.” Ogarnęło mnie ogromne wzruszenie – zdałam sobie sprawę, jak bardzo Tadzio wydoroślał w ciągu ostatnich dwóch lat, jak bardzo jest dojrzały.

Wciąż czuję wdzięczność, że dane mi jest doświadczać tak wielu niezwykłych uczuć. Drzewo genealogiczne daje poczucie mocy. Przypomina, że jesteśmy potomkami zwycięzców. Mamy ich geny. Trudna historia Polski, różne kataklizmy – choroby, głód, wojny – nie złamały ich. Kochali, zakładali rodziny, mieli dzieci, którym zapewnili przetrwanie i rozwój. Niesiemy w sobie ich moc i siłę pokonywania najtrudniejszych nawet przeszkód.

Jednocześnie spada mi z nieba gwałtowna, niespodziewana bliskość z osobami, z którymi kontakt kiedyś zamarł. Życie było intensywne, szybkie, wymagające stuprocentowego zaangażowania tu i teraz. Nie było szans na pielęgnowanie kontaktów rodzinnych. Teraz dawne sprawy odżyły, a relacje z bliskimi kiedyś osobami znów nabrały rumieńców. W bibliotece pamięci otwieram kolejne szufladki… Kiedy już wydaje mi się, że tylko zajrzę, zamknę i pójdę dalej, nagle wyłaniają się tajemne korytarze, pełne zakamarków, porośnięte gęstym bluszczem wspomnień. Czasami trudno wydostać się z nich do realnego świata…

Leave a Reply