WSZYSTKO JEST POEZJA

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

W latach siedemdziesiątych chyba ukazał się tekst jednego z moich ulubionych w tamtych czasach twórców – Edwarda Stachury, pt. „Wszystko jest poezja”. Pisarz użył w tytule niepoprawnej formy gramatycznej  mianownika zamiast narzędnika w wyrazie „poezja”. Tytuł mojego dzisiejszego tekstu jest nawiązaniem do tej książki.

Ktoś kiedyś przysypał gruzami i śmieciami krzew bzu. Bez wegetował tak przez wiele lat. Na szczęście ktoś inny wiele lat później, zamiast wynająć koparkę i usunąć wszystko razem z pogiętym, zdeformowanym bzem, ręcznie usunął śmieci, przymocował do krzewu linki, przypiął je – jak namiot – „śledziami” do gruntu i w ciągu kilku kolejnych lat  uformował piękny krzew, który teraz corocznie odwdzięcza się, kwitnąc w maju na potęgę.

Był sobie brzydki, depresjogenny, szary mur. Ktoś zasadził przy nim bluszcz, który szybko stworzył ciekawą, zieloną, całoroczną instalację… Albo – ktoś stworzył na nim piękne malowidło. … Albo – ktoś powiesił na nim banner, na którym jest piękne zdjęcie malowniczej zieleni…

Uczennica przez dziesięć lat, pomimo „obstawienia” drogimi korepetycjami, utrwalała w sobie przeświadczenie, że matematyka jest nie dla niej. I raptem zaczęła nabierać przekonania, że matematyczne zadania mogą być ciekawe…

Inna uczennica przez dziewięć lat nie nauczyła się konstruować pisemnych, dłuższych wypowiedzi. Nie wiedziała, od czego zacząć, na czym skończyć i jak uszeregować argumenty. Miała pełną blokadę na wyrażanie się na piśmie. A teraz stwierdza, że do „paper’ów” z języka polskiego była najlepiej przygotowana…

Uczeń, jeden, drugi i trzeci, uczył się dla ocen. Wiedział, że oprócz ciężkiej pracy czasem przydaje się spryt, mniejsze lub większe kłamstewka, drobne oszustwa, prośby i naciski, kierowane pod adresem nauczycieli… Teraz zaczął rozumieć, że nauka nie na tym polega…

Przyszło do szkoły dziecko – małe, nieśmiałe, zablokowane, a teraz podnosi rękę, zgłasza się do prezentacji, podczas których bywa ekspertem… Jest radosne, chętne, pewne siebie. Nauka sprawia mu ewidentną radość.

Była brzydota, jest piękno.

Był lęk, była blokada i nieśmiałość, było krętactwo, jest odwaga, kreatywność i radość.

Ktoś wykonał pracę, która jest poezją…

Jaką ta praca ma wartość dla „sprawcy” i dla „przedmiotu” działań. Czym jest dla bzu, krajobrazu, ucznia, uczennicy i nauczyciela…

Co znaczy, że czyjeś życie to poezja…

Bo są też przecież smutne, niespełnione, zniewolone dusze.

One tracą motywację do efektywnych działań, bo:

  1. Zawsze pensja jest zbyt mała;
  2. Zawsze praca źle zorganizowana i bez sensu;
  3. Zawsze szef niesprawiedliwy, bo innych zawsze bardziej lubi, rząd głupi, a koledzy w pracy nieżyczliwi i niesprawiedliwie faworyzowani.

Z ich ust padają często komentarze-węże, oceny-zabójstwa, słowa, które są złem w czystej postaci – „inny” zawsze jest głupi, źle ubrany, zbyt gruby lub zbyt chudy…

Ich mur pozostanie depresjogenny, krzew bzu zginie bezpowrotnie, żaden ich uczeń nie odkryje w sobie nieznanych obszarów i potencjałów, raczej zablokuje się i do reszty zwątpi w swoje możliwości.

Czy jest jakaś moc, żeby ich odczarować…

Na szczęście są wokół mnie wolni ludzie. Z nimi to, co niemożliwe, staje się możliwe, to, co trudne, bywa łatwe… Nawet przeprowadzka w trakcie roku szkolnego… I dwie konferencje w trakcie tejże przeprowadzki…

I jest piękna wiosna… I wszystko jest poezja…

 

 

Leave a Reply