TROSZKĘ O NASZEJ CZŁOWIECZEJ KONDYCJI

Staram się na blogu nie nawiązywać do „gorących tematów” ani nie pisać o złu. Jednak teraz ulegam ogromnemu ciśnieniu tzw. afery Epsteina. W końcu jestem kobietą. Mam córkę i wnuczkę. I bardzo dużo emocji.

W ogóle nie dziwi mnie to, co działo się na jego wyspie… Wiele lat temu przeżywałam mocno, wręcz – odchorowałam,  ujawnione w Ciudad Juarez masowe ludobójstwo młodych kobiet i dziewczynek. Wtedy tylko garstka miejscowych policjantów doznała jakichś nieprzyjemności, związanych z łamaniem prawa. Ani jeden z możnych tego świata, którzy przylatywali do Meksyku własnymi odrzutowcami, by skonsumować krwawą, zbrodniczą „usługę seksualną”, nie został ujawniony ani nie poniósł żadnych konsekwencji swoich czynów. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby za jakiś czas nie okazało się, że obie afery – Ciudad Juarez i Epsteina – mają wspólny mianownik.

Oburzamy się, rozpisujemy, rozmawiamy i nic z tego nie wynika… W takich przypadkach oraz – kiedy na jaw wychodzą różne wojenne, niemieszczące się w głowie, bestialstwa w różnych rejonach świata.

A może po prostu jest tak, że każdy człowiek, każde ludzkie życie jest rozpięte między bestialstwem a świętością. I może też jest tak, że niektóre potrzeby seksualne – głównie mężczyzn, ale może nie tylko – nie dadzą się pogodzić z zasadą niekrzywdzenia drugiego człowieka, zwłaszcza mniejszego, słabszego, zniewolonego. Można je sublimować, ale w momencie, gdy władza, pieniądze albo wojna dają poczucie bezkarności, a własny kręgosłup moralny jest niezbyt mocny, potrzeby te są realizowane. Potwierdza niejako tę tezę  stanfordzki eksperyment więzienny pokazujący, jak uwarunkowania społeczne wpływają na nasze zachowanie, prowadząc „normalnych ludzi” do przemocy i degradacji.

Pod bokiem też mieliśmy i mamy kilka mrocznych procederów, których główni twórcy i beneficjenci nie ponieśli i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności – aferę starachowicką, aferę podkarpacką, aferę „łowców skór”. Od lat osiemdziesiątych do teraz przy polskich drogach stoją młode kobiety. Rozstawione co kilkaset metrów. W biały dzień. Przejeżdżają samochody. Czy ktokolwiek docieka, czy one stoją tam dobrowolnie. Czy każda z nich ma ukończone osiemnaście lat. Czy przypadkiem nie jest tak, że ich paszporty przetrzymuje jakiś uzbrojony, bezwzględny osiłek, który zarabia na nich. Czy widząc z okien samochodów te kobiety, zatrzymujemy się, robimy raban, dociekamy… Czy zastanawiamy się, dlaczego stróże prawa, szerzej – władze, nie chcą od niemal czterdziestu lat zobaczyć  tego problemu…

W aferze Epsteina ciekawi mnie jedno – z czyjej woli, wbrew prawom logiki (nie mam złudzeń!), upubliczniane są fakty i osoby z tą aferą związane. Które służby specjalne się na to zdecydowały, bo przecież wszystkie wiedziały o tym od dawna. Kto dzięki ujawnianiu zbrodni zdobędzie fortunę lub/i kapitał polityczny.

Leave a Reply