Choć ani Steiner, ani np. nasz Korczak nie żyją współcześnie, a ich teorie stały się aksjomatami w akademickich podręcznikach metodyczno-pedagogicznych używanych nie od dziś, to jednak praktyczne ich zastosowanie w szkołach wciąż niestety należy do awangardy, a czasami wręcz traktowane jest jak przejaw mentalnej niepoważnej fanaberii.
Model pruski wciąż ma się dobrze nawet w renomowanych placówkach edukacyjnych. Skąd to się bierze… Myślę, że model ten wciąż wydaje się pewny, solidny i sprawdzony. Zapewnia ład i porządek. Wszystkie osoby pracujące współcześnie w szkołach doświadczyły go na własnej skórze. I choć być może nie poprawiał ich funkcjonowania w roli uczniów, to jednak wyraźnie ma nadal wpływ na nawyki i stosunek do dzieci i młodzieży oraz „obraz szkoły”, który mają wdrukowany w pamięci. Choć deklarują kreatywność, miłość do nowatorskich metod kształcenia, są sympatyczne i otwarte, w chwilach słabości, zmęczenia, zniechęcenia wybierają drogę „na skróty”, używając sposobów opartych na karach, nagrodach, pamięciowym przyswajaniu treści i strachu.
Program IB trzyma nas w ryzach, zapewniając naszym uczniom najwyższe standardy edukacyjne. Pomimo to – wychodząc z założenia, że dobrego nigdy za dużo – od pewnego czasu rozpoczęłam poszukiwania osoby, która przeszkoliłaby naszą kadrę w duchu filozofii Steinera. Ze Steinerem jest jeszcze taki problem, że nie za bardzo wypada się na niego powoływać. Był wszak antropozofem, mistykiem i ezoterykiem. I nie jest istotne, że jego twierdzenia na temat edukacji, procesu uczenia się, wychowania, a także – uprawy roślin zostały potwierdzone przez współczesną naukę; nie wypada i już! Szkoły pracujące według jego teorii nazwano nawet waldorfskimi, choć Waldorf był jedynie … właścicielem budynku, w którym powstała pierwsza szkoła realizująca założenia Rudolfa Steinera. Jesteśmy strasznymi hipokrytami!
Poszukiwania edukatora, który przyznawałby się do idei Steinera, były zatem trudne. Zaczęłam je od Pracowni Psychologicznej Na Uboczu, gdzie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych działało pierwsze w Warszawie przedszkole steinerowskie. Chodziła do niego nasza córka. Dłuuugi łańcuszek mądrych ludzi, najczęściej już na emeryturze, doprowadził mnie w końcu do dr Marzeny Żylińskiej. Nawiązałam z nią kontakt, ale skuteczne umówienie spotkania okazało się na tyle trudne, że pałeczkę przejęła Kasia Biernat. I odniosła sukces! Bardzo dziękuję Ci, Kasiu!
Wcześniej zakupiliśmy do biblioteki i przeprowadziliśmy spotkania na temat książek Marzeny Żylińskiej. Już ich lektura stanowiła zastrzyk energetycznych, ożywczych pomysłów na pracę z uczniami.
Dzisiaj w końcu poznaliśmy autorkę i odbyły się warsztaty na temat: „Kompetencje relacyjne w pracy nauczyciela”. Bardzo udane, żywe i angażujące, choć morderczo długie. Mam nadzieję, że wryły się mocno w pamięć i emocje, i pozwolą na co dzień przezwyciężać pokusy wynikające z modelu pruskiego, który wciąż ma się dobrze w naszej współczesnej rzeczywistości.

