Wiosna to dla mnie taki Jurkowy czas… Co prawda poznaliśmy się we wrześniu, ale wiosną dużo razem pracowaliśmy w ogrodzie i to Jurek nauczył mnie uprawy roślin. Teraz wszelkie prace ogrodowe kojarzą mi się z mężem, a tych najwięcej jest właśnie wiosną.
Ferie minęły mi na kopaniu, odperzaniu, zasilaniu kompostem (niestety kupnym, z worków) i nawadnianiu ziemi oraz na siewie i sadzeniu. Spracowałam się radośnie. Sadziłam peonie i dalie. Siałam nagietki, cynie, nasturcje oraz warzywa – ogórki, fasolkę szparagową, cukinie, buraki, marchew, pietruszkę, koperek, szczypiorek, rzodkiewki, sałatę i rukolę.
Starczyło też czasu na odwiedzanie ptactwa na stawach i obserwowanie sześciu par łabędzi. Ciekawe, ile pojawi się młodych łabędziątek w tym roku… W ubiegłym – tylko dwie pary doczekały się dzieci; jedna – trojga, druga – aż sześciorga!

Wieczorami oglądałyśmy z Ewą stare filmy Wajdy – „Popiół diament”, „Niewinnych czarodziei”, „Miłość dwudziestolatków”, „Przekładańca”, „Pogoda domu niechaj będzie z Tobą…”, „Korczaka” oraz dokumenty kręcone na planie filmowym. Te filmy, w ogóle polska szkoła filmowa, kojarzą mi się z Jurkiem… Obydwoje lubiliśmy dobre kino.
Obejrzałyśmy również film z 2017 roku – „Lady Bird”, o trudnej relacji matki i córki.
Dzięki MT spędziłam kilka godzin z wnuczętami oraz córką i zięciem, przy meksykańskim stole (wciąż i wciąż błogosławię Internet!).
W wielkanocną niedzielę, po słonecznym, bardzo ciepłym dniu i wieczornym wietrze prosto z afrykańskiego pieca, podziwiałyśmy z Ewą spektakularną burzę, z poziomymi błyskawicami, rozświetlającymi całe niebo. I znowu stanęła przed oczami tamta lipcowa, burzowa noc w Łazach nad morzem, w 1984 roku, podczas której poczęła się nasza córka…
Przeczytałam ostatnio książkę „Ogrodnik i śmierć”, którą napisał Georgi Gospodarow. Z niej takie dwa cytaty:
„Tęsknota, która karmi się nie tylko przeszłością, ale i przyszłością, nią najbardziej.
Gdyby chodziło tylko o przeszłość, byłoby łatwo – im bardziej byśmy się oddalali w dniach, tym mniejsza by się zdawała, zgodnie z wszystkimi prawami perspektywy. Ale smutek już znosi jaja w nadchodzących dniach i nam stamtąd macha.
Tęsknota za nadchodzącą wiosną, kiedy pokaże się wszystko, co posadził, a on nie będzie mógł tego zobaczyć.
Smutek, że jego wnuki będą rosnąć wysokie jak on, a jego z nimi nie będzie. … Tęsknota za czereśnią, którą zasadził parę lat temu i teraz powinna po raz pierwszy dać owoce.
Właśnie w przyszłości drzewo smutku zakwitnie, będzie owocować i stawać się coraz bardziej rozłożyste.
Śmierć jest czereśniowym drzewem, które dojrzewa bez ciebie.” (Georgi Gospodarow, Ogrodnik i śmierć, Kraków 2026, s. 223)
„Wpadam na równanie Diraca, to o splątaniu kwantowym. Kiedy dwa systemy działały na siebie intensywnie z bliskiej odległości, kiedy razem mieszkały, tłumaczę to sobie, a potem się rozdzielą albo przymusowo zostaną rozdzielone, pozostają w pewien sposób połączone. I jeśli coś się dzieje w jednym z systemów, to samo albo coś podobnego dzieje się w drugim systemie, choćby był oddalony od pierwszego o tysiące kilometrów. Pocieszenie w wyjątkowych sytuacjach, śmierci i rozłące.” (tamże, s. 73)
Myślę o symbolicznym znaczeniu imienia Jerzy. Georgius, George, Georg, Georges, Giorgio… W grece oznacza rolnika, człowieka uprawiającego ziemię… A więc kogoś związanego mocno z naturą, cierpliwego, pracowitego, odpowiedzialnego, systematycznego.
W sypialni – i w ursynowskim domu, i na wsi – mam wizerunki świętego Jerzego walczącego ze smokiem – symbolu odwagi i skuteczności w walce dobra ze złem. Nie znałam w życiu odważniejszego i bardziej prawego człowieka od Jurka!
Teraz ratuje mnie splątanie kwantowe. Rodzaj – mniej lub bardziej – odczuwalnej bliskości. W ostatnich dniach – za pośrednictwem ziemi, którą uprawiał. Potem uprawialiśmy ją razem, a teraz robię to sama, nauczona przez niego. Bez względu na okresy większego lub mniejszego zwątpienia i tęsknoty wyraźnie czuję w sobie odwagę, która przecież wcześniej nie była właściwą mi cechą. Może Jurek chociaż trochę mieszka we mnie… Tak czasami czuję…
Przeżywaliśmy Wielkanoc. Święta nadziei i największej miłości. Przeżywamy wiosnę – z martwych cebulek rozkwitają najpiękniejsze kwiaty! Na martwych jeszcze chwilę temu gałązkach pojawiają się listki.
Parafrazując pierwsze zdanie książki Gospodinowa: „Mój mąż był ogrodnikiem. Teraz jest ogrodem.” (tamże, s.9), choć nie tylko!



