W sobotę przywieźli mi siodło.
Przez wiele lat, kilka razy w tygodniu, w tym siodle Jurek galopował przez pola i lasy na Benefisie. Energia i jeźdźca, i konia wnikała w nie, tak jak ich pot.
Po śmierci Jurka siodło wędrowało z Benefisem, przenoszonym ze stajni do stajni w poszukiwaniu jak najlepszych warunków. Nikt w nim nie jeździł. Opiekunka folbluta miała własne.
Koń odszedł we wrześniu 2024 roku, a ja ostatnio upomniałam się o siodło.
Trafiło w końcu do domu na wsi. Jest u siebie. Z nami.
Po wyjściu gości zostałam sama – z nim i z sączącą się z głośników muzyką z płyty „September Night” Tomasza Stańki… Muzyka bywa niebezpieczna…


