SIERPNIOWY PRZEKŁADANIEC

Jak co roku – myślenie o powstaniu warszawskim, o bohaterskiej cioci-babci Jance Roguskiej. A także – o tacie pojmanym w 1944 roku podczas łapanki na warszawskiej ulicy i wywiezionym do obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen. Na fali tych wspomnień –  „Prawdziwy ból” z 2024 roku nakręcony przez Jesse Eisenberga oraz stare filmy – „Pasażerka” Andrzeja Munka z 1963 roku i „Ostatni etap” Wandy Jakubowskiej z 1947 roku. Odważyłam się po latach obejrzeć je po raz kolejny. Było to ryzykowne.

Na stawach – z jednej strony radość, bo w tym roku są dwie rodziny łabędzi, a w każdej jest aż pięcioro młodych. Z drugiej – smutek. W jednej z tych rodzin zabrakło drugiego dorosłego. Podczas każdego spaceru wypatruję, czy drugi rodzic jednak nie dołączył do swoich bliskich, na razie niestety bez rezultatu. Wygląda to kiepsko. Ciekawe, co się stało i kto unicestwił tak dużego, pięknego ptaka… Lis? Kuna? Może orzeł bielik?Pomimo to łabędzie dzieci z niepełnej rodziny wyglądają bardzo dobrze. Żal mi jednak samotnego rodzica…

Sfotografowałam łabędzie w komplecie…

Na łączach z Meksykiem – dużo satysfakcji z rozwoju wnucząt. Tosia niedawno rozpoczęła regularne lekcje jazdy konnej – i już przepięknie galopuje.

Jureczek – dumny; także z wnuka, bo Tadzio w szachach kompletnie „wymiata”. Robi też duże postępy w grze na gitarze. Ciągnie go bardziej do klasyki niż do rocka. Obydwoje ćwiczymy więc Bacha. Chodzi teraz na intensywny kurs jazdy na deskorolce – cztery godziny dziennie zajęć. Juliś rozgadał się bardzo, ekspresyjnie i z gestykulacją – niestety wyłącznie po hiszpańsku.

Do wakacyjnych lektur dołączyło „Lato marnotrawnych” Barbary Kingsolver – przyjemna, optymistyczna, atrakcyjnie skonstruowana powieść; typowo wakacyjna, bo traktująca o współistnieniu człowieka i przyrody, a jej akcja rozgrywa się latem właśnie w pięknych okolicznościach przyrody zalesionych gór Appalachów. Denerwuje mnie jedynie polszczyzna przekładu, jakieś „ubieranie spodni” lub załatwiane czegoś „na powrocie”, choć może niepotrzebnie się czepiam i zacytowane sformułowania ze względu na kryterium uzualne już zbliżają się do normy językowej.

W ogrodzie zachwycają hibiskusy, pięciorniki, nasturcje i budleje. Na krzewach – zatrzęsienie borówek amerykańskich. Dojrzewają już śliwki węgierki. Lato wypełnia się. A głowa coraz bardziej w szkole…

Leave a Reply