Podczas kręcenia reklamowego materiału filmowego zostałam zapytana, na czym polega moja praca… Odpowiedziałam, że najważniejszą jej częścią są rozmowy. I taka jest prawda!
Z towarzyskich, wielogodzinnych rozmów narodziła się szkoła, jej koncepcja programowa i organizacyjna. Było gadanie bez końca!!! – z Jurkiem, Agatą Wroczyńską, Tomkiem i Piotrem Wroczyńskimi…
Z długich spotkań z Markiem Piotrowskim i Jolą Choińską-Miką, a także z Jurkiem oraz prof. Andrzejem Bartnickim (twórcą i ówczesnym rektorem Akademii Humanistycznej w Pułtusku) narodził się entuzjazm do programu IB i powstał program wprowadzenia go w naszej szkole.
Z rozmów z Jolą Borodzik i z Jurkiem wyłoniła się nasza szkoła podstawowa.
Obecny kształt „Monneta” to też efekt niezliczonej ilości fascynujących spotkań i długich rozmów – z uczniami, rodzicami, nauczycielami, ale przede wszystkim – z osobami funkcyjnymi, które mają największy wpływ na to, co się w szkole dzieje.
Drugim najważniejszym elementem mojej pracy jest zachwyt, duża otwartość i gotowość do jego przeżywania i uzewnętrzniania. Myślę, że podobnie funkcjonowałam jako nauczycielka. Zawsze byłam bardzo dostępna dla uczniów. Dużo też z nimi rozmawiałam. Pomimo że byłam dosyć pryncypialna, konsekwentna, wymagająca i budziłam respekt, lgnęli do mnie. Jednocześnie jednak miałam dużą skłonność do odczuwania zachwytu. Gdy tylko zobaczyłam twórczy wysiłek, udany pomysł, osiągnięty postęp, uczeń stawał się odbiorcą mojej ekspresyjnej radości. Nie ograniczałam się do profesjonalnego pozytywnego komentarza. Moje emocje widać było w tonie głosu, w spojrzeniu, w mowie ciała. Zapewne ktoś mógłby to uznać za niepotrzebną egzaltację, ja jednak uważam, że w szkole pracujemy na emocjach, a odczuwanie zachwytu dorosłego jest dzieciom i młodzieży bardzo potrzebne!
Ekspresyjne przeżywanie zachwytu towarzyszy mi przez całe życie – i prywatne, i zawodowe.
Zachwycam się przede wszystkim uczniami, przekraczaniem przez nich różnorodnych barier, ich kreatywnością, umiejętnościami organizacyjnymi, talentami, dzielnością. Wielu uczniów – to prawdziwi, cisi bohaterowie, którzy budzą szacunek i czułość!
Od momentu założenia szkoły wciąż i wciąż zachwycam się nauczycielami. Niektórzy z nich to mistrzowie w swoim fachu. Wciąż pamiętam hospitowane lekcje Pawła Stępnia, Jurka Chmaja, Magdy Miki, Renaty Dziury, Agaty Szaryńskiej-Szlaz, Justyny Płachty – swoiste, ulotne dzieła sztuki! Niezwykłe „ustawienia historyczne” w wykonaniu Jakuba Lorenca i Jacka Staniszewskiego.
Wiem, że takich nauczycieli-artystów mamy teraz wielu.
Zachwycają mnie – dynamiczne, trochę dzikie, kipiące radosną energią! – zajęcia Katarzyny Burzyńskiej. Przedmioty eksperymentalne – oparte na doświadczeniach, niepozbawione humanistycznego przesłania.
Mój zachwyt towarzyszy różnym szkolnym wydarzeniom i inicjatywom – teatrowi, a od niedawna – już dwóm teatrom, „Gazecie Monneta”, kawiarence poetyckiej, festiwalowi nauki, Tygodniowi Świadomości Zdrowia Psychicznego, Monnetowskiemu Książkowisku (Och, jak cudownie to panie w tym roku wymyśliły!!!), Konkursowi Fan Fiction Lab, kapeli rockowej, projektowi „W pięć dni dookoła świata”, debatom oksfordzkim, spotkaniom bardzo cool(turalnym), pomysłowo zorganizowanym studniówkom, przygotowaniom do wystawy PYP, projektom przedszkolnym, przeglądanym czasami uczniowskim dzienniczkom lektur, efektywności i organizacji zajęć sportowych (pomimo braku własnej bazy!) i wielu innym.
Zachwycają mnie mistrzostwo, perfekcjonizm i konsekwencja Krystyny Szrajber i Aleksandra Jarnickiego w ich działaniach pozalekcyjnych.
Zachwyt pojawia się też zawsze, gdy wchodzę do pracowni Visual Arts, mam kontakt z pracami uczniów oraz z Martą Pokorską i jej projektami, takimi jak na przykład logo szkoły, a ostatnio – cudowny, wprost niebywale piękny i przemyślany graficzny projekt ankiety o dobrostanie, dla uczniów i nauczycieli. Sformułowanie „piękna ankieta” to do tej pory był dla mnie oksymoron!
Zachwycają mnie ludzie, którzy są generatorami pomysłów, sypią nimi jak z rękawa; sieją twórczy zamęt, zarażają innych swoim entuzjazmem. Czasami wręcz strach na nich wpaść gdzieś na korytarzu, bo to natychmiast kończy się uruchomieniem jakiejś nowej szkolnej aktywności… Taki ferment tworzą: Alek Jarnicki, Ania Bukowska, Basia Głąb, a od niedawna Kornelia Radziszewska… A jak już z nimi zasiąść przy stole, wyłaniają się natychmiast nowe idee, pomysły, fantastyczne rozwiązania. To dotyczy także wszystkich moich zastępców i koordynatorów. Ale nie tylko. Czasami przychodzą „szeregowi” nauczyciele z genialnymi pomysłami. Czasami – uczniowie, którzy wprowadzili na przykład cykliczne imprezy takie jak MISME, czy teraz MONMUN, a także wydarzenia sportowe.
No i jak tu się nie zachwycać!!!
Zachwycają mnie wszyscy ci członkowie naszej szkolnej społeczności, którzy są nie tylko obowiązkowi i solidni, ale także entuzjastyczni, uśmiechnięci, energetyczni, otwarci, wspierający, z radosnym „dzień dobry!” na ustach. Powitaniem i uśmiechami zarażają nowoprzyjętych uczniów, którzy często są skłonni poruszać się po szkole bez wchodzenia w jakiekolwiek interakcje.
Ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem wymyślonych i realizowanych przez Anię Bukowską podcastów. Mamy już ich kilkanaście. Wszystkie arcyciekawe, wyraziste. Rozmówcami są goście spotkań bardzo cool(turalnych), uczniowie, nauczyciele. Audycje te zawierają solidną porcję wiedzy nie tylko o naszej szkole…
Przedwczoraj wysłuchałam nowego nagrania – z Angeliką Maj, naszą Curriculum Coordinator… W ciągu czterdziestu kilku minut Angelika snuje arcyciekawą i przy tym piękną opowieść o programach IB w naszej szkole, o ich sile, sensie i mądrości… O tym, jak kształtują nas wszystkich, zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Porusza wszystkie najważniejsze kwestie w lekki, przystępny, pełen uroku, a jednocześnie pogłębiony i konkretny sposób. Jestem absolutnie zachwycona i przejęta! Do tego stopnia, że postanowiłam ten podcast przetłumaczyć na angielski, żeby był dostępny dla wszystkich!
Duuużo mam wciąż tych zachwytów!!!
Oczywiście jest też ta „ciemna strona mocy”, ta nasza belfersko-dyrektorska martyrologia i mitręga… Targanie ciężkich toreb z uczniowskimi zeszytami do domu, zarywanie nocy na sprawdzaniu prac i przygotowaniach do lekcji, codzienne – przez całe dwa lata! – otwieranie szkoły o 7.30 – nie było marginesu na zaspanie, „sytuację losową”, czy chorobę! – handryczenie się z urzędami o wszystko, rozwiązywanie beznadziejnych sytuacji kryzysowych takich jak brak lokalu, zalanie siedziby, rozmaite awarie, słaby nabór, problemy kadrowe i finansowe, podpisywanie – dwuczłonowym nazwiskiem! – w krótkim czasie setek dokumentów, frustrujące pilnowanie szkolnej dokumentacji, kłopoty z wdrażaniem wprowadzanych obowiązkowo nowych biurokratycznych rozwiązań i systemów jak np. KSeF itp. Itd.
Staram się i starałam się zawsze marginalizować tę „ciemną stronę mocy”, żeby nigdy nie przesłoniła mi ona zachwytów, poczucia sensu i radości z tworzenia przestrzeni, w której ludzie mogą w nieograniczony sposób uwalniać, rozwijać swój niepowtarzalny potencjał. Czerpać jak najwięcej radości z twórczej pracy. Poznawać siebie. Wymieniać się pomysłami z równie twórczymi i fascynującymi osobami.
Tak! Moja praca od zawsze polegała i polega głównie na rozmowach i zachwytach! Mam dobrze!
