RADOŚĆ I BÓL – SZALONA MIESZANKA

Wczoraj minęło pięć lat od śmierci Jurka. Dużo emocji.

Późnowieczorne wzruszające połączenie z Meksykiem. Cudowna rozmowa z wnuczką; pełną uroku, elokwentną, wyposażoną hojnie w wyrazistą ekspresję i predyspozycje aktorskie, a także – w niezwykle dojrzałe rozumienie uczuć drugiego człowieka.

Czuje napięcie w rodzinnej rozmowie o żałobie, czuje jej ciężar. Reaguje. „Mami, pozwól mi ponosić babcię!” Bierze telefon czyli mnie. Chodzi z nim czyli ze mną. Pokazuje mi różne rzeczy. Opowiada. Stroi miny. Prowadzi rozmowę w surrealistyczne rejony szalonego humoru. W końcu – doprowadza mnie do łez. I są to łzy wynikające z nieposkromionej radości. Rozśmiesza mnie tak, że długo nie mogę się wyciszyć. Cała Tosieńka! Przedłuża rozmowę w nieskończoność, nie pozwalając, by ten wieczór stał się dla mnie upiorną chwilą samotnej rozpaczy. W końcu rozsądek nakazuje mi powiedzieć: „dobranoc”, przesłać buziaki,  rozłączyć się i iść spać. Z uśmiechem i nadzieją na dobry, przyjemny sen.

Z kolei mój wszystkowiedzący, przemądrzały telefon rocznicowo podsuwał mi wczoraj rozmaite zdjęcia Jurka. Nie mogę się powstrzymać, żeby nie załączyć dwóch. One nie są udane. Źle wykadrowane. Robione w pośpiechu, niestarannie. Na jednym widać filiżankę po kawie i brudną serwetkę oraz przypadkowych ludzi. Udało się jednak złapać chwilę. Pokazać niezwykłą więź Jurka z wnuczętami. Jakżeż one do niego lgnęły! Ileż radości dawała Jurkowi ta relacja! Jakże to było i nadal jest ważne dla nas wszystkich!

Leave a Reply