POTRZEBNY JEST CEL

Były w czasie świąteczno-noworocznym momenty, kiedy otwierała się we mnie czarna otchłań, bez dna, bez kresu, taka czarna dziura, która od środka chciała mnie wchłonąć. Kurczowo trzymałam się wtedy pewnej historii, która wydarzyła się kiedyś naprawdę. Czy ktoś mi ją opowiedział… Czy gdzieś o niej przeczytałam… Nie  pamiętam.

Pewna kobieta w sytuacji kryzysowej postanowiła popełnić samobójstwo. Wybrała miejsce i czas. Poszła nad rzekę w porze, gdy na ogół nikogo tam nie było i skoczyła z mostu. Zaczęła tonąć. Przypadek sprawił, że zdarzenie zauważył pewien mężczyzna, który niewiele myśląc ruszył kobiecie z pomocą i wskoczył do wody. Zapomniał, że nie umie pływać. Niedoszła samobójczyni usłyszała rozpaczliwe wołania tonącego, zmobilizowała wszystkie swoje siły i popłynęła w jego kierunku. Udało jej się wyciągnąć go na brzeg. Konieczna była reanimacja, której się podjęła.

Obydwoje przeżyli. Kobieta nie ponowiła nigdy więcej próby odebrania sobie życia.

Uratowanie komuś życia przywróciło jej poczucie sensu istnienia.

Pojawił się cel równoważny poczuciu bezsensu lub sile cierpienia.

Szukam celu, który zrównoważy tę czarną dziurę, która czasami otwiera się we mnie… Karteczki z zadaniami na następny dzień, ułożone na teraz pustej części łóżka, już mi nie wystarczają…

Ten tekst jest też mimo wszystko o nadziei…

Leave a Reply