OLIWA SPRAWIEDLIWA

Czasami niestety zdarza się, że spotykamy na naszej życiowej drodze różne czarne charaktery, które próbują nam dokuczyć, usiłują nas wykorzystać i generalnie zrobić nam wbrew.

W historii naszej szkoły bywały momenty, gdy ktoś próbował nam szkodzić. Najczęściej byli to urzędnicy, którzy – z bardzo niejasnych powodów – mieli odmienne od naszych plany, dotyczące budynków, które były naszymi siedzibami. Spędzali mi sen z powiek i wydobyli ze mnie „przyczajonego tygrysa i ukrytego smoka”. Te dwa stworzenia, które zagościły we mnie na stałe, bardzo mi się podobają i jeszcze bardziej – niekiedy – przydają. Dramatyczne sytuacje zgotowane nam głównie przez Biuro Gospodarowania Nieruchomościami i Urząd Dzielnicy Mokotów spowodowały, że „uciekliśmy” od samorządowych do prywatnych właścicieli budynków. Tylko w przypadku placówki przy ul. Górskiej 7 nadal jesteśmy zależni od decyzji urzędników, ale parter budynku przy ul. Belwederskiej 6a może pełnić funkcję przedszkola, więc w razie czego… Skutkiem tych zmian stało się podniesienie standardu bazy lokalowej, możliwość zawarcia umowy długoterminowej i …  z grubsza – święty spokój.

Zdarzył się też sąsiad, który od dawna jest członkiem zarządu wspólnoty Górska 7, pieniacz i baaardzo czarny charakter, który przez pięć bitych lat pisał na szkołę i na przedszkole donosy do wszystkich możliwych instytucji i służb. Sprowadził do nas mnóstwo rozmaitych kontroli. Dosłownie zmuszał urzędy do wszczynania postępowań wyjaśniających, dotyczących funkcjonowania szkoły. Gdy urzędnik nie widział powodów do interwencji, sam stawał się celem ataków i ściągał na swoją głowę urzędową wewnętrzną kontrolę.

Przytrafili się też – przykro o tym mówić – rodzice dwojga naszych licealistów, bliźniąt. Na trzy miesiące przed maturą przestali płacić czesne. Trochę wcześniej zaczęli zasypywać szkołę pismami, w których próbowali nam udowadniać wyssane z palca winy. Nie stosowali w tych pismach żadnych hamulców, pozwalając sobie na drastycznie złą ocenę pracy liceum i poszczególnych nauczycieli, a nawet na pisanie donosów do innych szkół, w których byli zatrudnieni nasi pedagodzy. Wysyłali także pisma do kuratorium i do IBO. Byli równie aktywni i pracowici jak sąsiad z Górskiej. Nie zaprzestali aktywności pomimo zdanej przez dzieci matury IB, z której córka otrzymała zresztą bardzo dobry wynik, syn – gorszy, gdyż miał duże problemy z motywacją do pracy.

W dwóch ostatnich sprawach zgłosiłam się do sądu, oczekując sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Procesy trwały latami, ale przyniosły efekt.

Sąsiad stracił animusz i wenę twórczą już z dziesięć lat temu.

10 marca bieżącego roku odbyła się sprawa, kończąca proces z rodzicami bliźniaków. Muszą zapłacić zaległe czesne wraz z odsetkami, które podwajają kwotę zaległości. Wyrok jest prawomocny.

Jurek się cieszy. Niejedną godzinę spędził ze mną na sądowych korytarzach.

Leave a Reply