OBFITOŚĆ

Kiedy miałam siedem lat, zatrułam się prawie śmiertelnie muchomorem, którym pomyłkowo poczęstowano mnie, sądząc, że jest kanią. Od tamtej pory nie jadałam grzybów ani ich nie zbierałam. Jednak od czasu, kiedy pomieszkuję na wsi, co chwila natykam się jesienią na swojej własnej działce na jakiś okaz tak ewidentnego prawdziwka, maślaka czy koźlarza, że trudno mi przejść obojętnie. Zaczęłam jeść grzyby, choć wcale ich nie szukam.

W ostatni piątek, kręcąc się po działce, zebrałam chcąc nie chcąc całą dużą papierową torbę szlachetnych grzybów. Jadłam je do dziś. A dziś właśnie parkując samochód na swojej ursynowskiej posesji, zdumiona wielce, dostrzegłam całą kolonię koźlarzy! Tego jeszcze nie było!

Wracając do piątku – planowałam iść w porze obiadowej na rybę, ale zmieniłam zdanie, gdy przyniosłam do domu nie tylko grzyby, ale także cukinię, ogórki, fasolkę szparagową, pomidorka i buraczki, nie mówiąc już o śliwkach, jeżynach, czy borówkach amerykańskich.

To tak strasznie miło, kiedy wyrasta coś, co się samodzielnie zasiało lub zasadziło albo – czego się nie zasadziło, a nadaje się na przepyszne danie!

No i te kwiaty! Podobnie jak te, rosnące przed szkołą,  przeżywają teraz swoją pełnię różnokolorowe nasturcje oraz pomarańczowe i żółte nagietki. Cudownie zakwitł mi ogromny już krzew hibiskusa. I nawet róże, które po zimie wydawały się bardzo osłabione, zachwycają! Po raz pierwszy posadziłam też tej wiosny różnokolorowe dalie i mieczyki. Te ostatnie zakwitły chimerycznie, mniej więcej co trzeci i wyłącznie fioletowe i różowe, ale dalie są przepiękne! Różnobarwne i różnokształtne!

Jednym słowem – duuuużo radości!

Leave a Reply