MOJE NIEDALEKIE PODRÓŻE

Trochę na fali myślenia o genealogii rodzinnej w ostatni weekend odwiedziłam z Ewą Wielkopolskę. Głównym celem były Pyzdry. Tam bowiem nasze mamy w dzieciństwie spędzały wakacje marzeń u swojej babci – Oleńki Gierynowej z domu Kamyszek. Kiedy wpisuje się w Google nazwisko Gieryn, pojawiają się oprócz Pyzdr takie miejscowości jak Pleszew, Słupca, Września, Zagórów, Chocz. Wszystkie – w Wielkopolsce. Dom prababci pamiętam z wczesnego dzieciństwa. Był piękny, duży, drewniany. Już go nie ma. Pod tym adresem – na rogu Kilińskiego i Poznańskiej – stoi nowy dom, murowany, jednopiętrowy, niezbyt ładny.

Pyzdry bardzo nam się spodobały. Są zadbane. Mieszkańcy pielęgnują bogatą przeszłość tego miejsca. Pierwsza wzmianka o mieście pochodzi z XIII w., kiedy to Bolesław Pobożny lokował je na prawie magdeburskim. Historia nie szczędziła Pyzdrom dramatów. M.in. w XIV wieku zostały całkowicie spalone przez Krzyżaków. Rozbudowały się jednak podczas panowania Kazimierza Wielkiego. W XVII wieku znów zostały zniszczone, tym razem przez Szwedów. W XVIII – przez epidemię oraz wojska carskie. W XIX wieku – utraciły prawa miejskie. Odzyskały je jednak w 1919 roku. Świadkami długiej historii są w Pyzdrach m.in.: kościół farny z połowy XIV wieku, zespół klasztorny franciszkanów z XIV – XVIII w. i przepiękny drewniany dom w rynku z XVIII wieku. Podziwiałyśmy też ogromny mural historyczny i cudowny widok na Wartę.

Nocowałyśmy w urokliwym pałacu na Opieszynie we Wrześni, wzniesionym w 1870 roku przez hrabiego Ponińskiego. W przypałacowym parku, który jest obecnie parkiem miejskim, zachwyciły nas ogromne platany.

Kolejnego dnia pojechałyśmy do Rogalina, żeby obejrzeć kolekcję obrazów stworzoną przez Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. Warto było! Mogłyśmy podziwiać symboliczne malarstwo Jacka Malczewskiego (m.in. intrygujący obraz „W tumanie”), portrety namalowane przez Stanisława Wyspiańskiego, Olgę Boznańską, Leona Wyczółkowskiego i Teodora Axentowicza, pejzaże Juliana Fałata. Ciekawostką galerii są – największy i najmniejszy – obrazy Jana Matejki: „Dziewica Orleańska” i „Dzieci króla Jagiełły”. Oprócz malarstwa polskiego eksponowane jest także malarstwo francuskie, belgijskie, niemieckie, włoskie i holenderskie. Zahipnotyzowały mnie „Sieroty amsterdamskie” Nicolasa van der Waaya. Zaskoczyły „Konie kąsane przez muchy” Alberta Besnarda.

Mimo deszczu udało nam się pospacerować po rozległym pałacowym parku. Podziwiałyśmy stare dęby, wśród nich legendarne, noszące imiona władców państw słowiańskich – Lech, Czech i Rus oraz dąb Edward. Wszystkie one mają obwód od 6 do 10 metrów, a ich wiek szacowany jest na ok. 800 lat. Przy okazji z tablicy informacyjnej dowiedziałyśmy się o metodzie klonowania starych drzew metodą in vitro. Jako pierwszy został sklonowany i posadzony w rogalińskim parku dąb Rus.

Ostatni dzień naszej krótkiej eskapady spędziłam nad Jeziorem Powidzkim, jednym z najczystszych jezior w Polsce. Pierwszy raz widziałam „w akcji” elektryczną deskę surfingową.

W czasie krótkiego pobytu w Wielkopolsce zdołałyśmy także odbyć spotkanie rodzinne z cyklu tych „po latach” – z naszym kuzynem Rysiem Gierynem, miejscowym chirurgiem, który przyjął nas w swoim pięknym domu z widokiem na jezioro i własną plażą.

Miły czas!

Leave a Reply