Jako że dzieci rosną, a Tadzio szczególnie jest ciekaw faktów, dat i danych liczbowych, przygotowałam w tym roku dosyć ambitną lekcję patriotyzmu. Objęła ona Kraków, Wieliczkę, a w Warszawie – Kopiec Powstania Warszawskiego. Z przewodnikiem zwiedziliśmy Wawel.



Weszliśmy do groty smoka wawelskiego i sprawdziliśmy, że rzeczywiście zieje ogniem.

W Muzeum Krakowa poznaliśmy genezę i obejrzeliśmy Lajkonika oraz szopkę krakowską. Zwiedziliśmy podziemia krakowskiego rynku. Objechaliśmy meleksem Stare Miasto oraz Kazimierz. Obejrzeliśmy Kościół Na Skałce, czyli Bazylikę św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Skosztowaliśmy wody z cudownego źródełka.

Wysłuchaliśmy pięknego koncertu organowego w najstarszym krakowskim kościele pod wezwaniem św. Andrzeja, który jest jednocześnie jednym z najstarszych i najlepiej zachowanych kościołów romańskich w Polsce. Obejrzeliśmy Kościół Mariacki i poznaliśmy historię dwóch wież oraz hejnału.


Zwiedziliśmy sukiennice. Jedliśmy krakowskie obwarzanki. Poszwendaliśmy się po krakowskich uliczkach (w tym – tej najpiękniejszej ul. Kanoniczej) i knajpkach. Napotkaliśmy rzeźbę Igora Mitoraja.



Jedliśmy obiad w znakomitej restauracji Pod Baranem, którą polecił nam przemiły taksówkarz pan Robert. Okazało się, że nie tylko świetnie w niej karmią, ale także mają ozdobione ściany oryginałami płócien Edwarda Dwurnika. Jest tam największa prywatna kolekcja dzieł tego artysty. Kelner opowiadał, że bywał on częstym gościem w lokalu i przyjaźnił się z jego właścicielem.

Spacerowaliśmy po Plantach i po Sukiennicach. Wszystko – w sięgającym czterdziestu stopni upale. Wieczorami w hotelu czytaliśmy dwie książki dla dzieci, poświęcone miastu Kraka.
Niemal trzy godziny wędrowaliśmy z przemiłą panią przewodniczką po kopalni soli w Wieliczce, rozkoszując się czystym, chłodnym powietrzem oraz oszałamiającymi widokami, ale jednocześnie pokonując kilkukilometrową trasę oraz osiemset stopni schodów. Tadzio i Tosieńka, jak absolutni prymusi, nie odstępowali przewodniczki na krok, śmiało nawiązując z nią konwersację. Byłam z nich naprawdę dumna.



PKP nie pożałowało nam też atrakcji. Wymyśliłam, że pojedziemy do Krakowa pociągiem, ponieważ dzieci nie poznały jeszcze tego środka lokomocji. W obie strony pociąg miał opóźnienie. Dwukrotnie stawał w polu, żeby się zresetować. Było to ciekawe doświadczenie. Najpierw rozlegało się głośne „puuuuuuuffff”. Gasło światło. Przestawała działać klimatyzacja. Zapadała cisza. Raz zdarzyło się to w środku rozległych pól. Nie ukrywam, że odczuwałam niepokój: ruszy, czy – nie ruszy?! I co, jeśli nie ruszy?! A my w szczerym polu i leje się żar! Dzieciom jednak podróż pociągiem bardzo się podobała. Zwłaszcza ze względu na brak konieczności przypinania się do fotela pasami.
Wróciliśmy wczoraj. Dzisiaj musiałam być w szkole, ale po obiedzie wdrapaliśmy się rodzinnie na Kopiec Powstania Warszawskiego. Ze wzruszeniem znalazłam krzyże upamiętniające Batalion Szturmowy Odwet, w którym służył mój bohaterski wujek Tadeusz Rybus, oraz – Oddział DYSK, kobiecą formację dywersyjno-sabotażową Armii Krajowej, z którą do powstania poszła moja równie bohaterska ciocia-babcia Janka Roguska, pseudonim Kasia.



Łagodne wejście na niewysokie wzgórze okazało się jednak bolesne nie tylko dla moich starych już nóg. Po Krakowie, a zwłaszcza po Wieliczce dopadły nas zakwasy.
Rocznicę wybuchu powstania uczciliśmy 1 sierpnia na wsi przy użyciu klaksonu samochodowego.
Lekcja patriotyzmu była wyczerpująca, ale potrzebna i owocna.
Jutro jedziemy znów na wieś troszkę odpocząć.
W szkole czekała na mnie radość – zasiane wiosną przez licealistów kwiatki, teraz przepięknie kwitną!





