FILM O JERZYM

Począwszy od 2021 roku każdego marca czułam pewien dyskomfort i smutek. Podczas kolejnych jubileuszy powstania szkoły brakowało mi wspomnień o Jurku. Sama nie byłam w stanie mówić o nim na forum szkoły. Inni też mieli z tym kłopot. Jakieś wspominkowe słowa wypadały blado, a moja frustracja rosła.

A przecież Jurek, choć był w szkole osobą drugiego planu, powściągliwą i dyskretną, zasługuje na obecność w pamięci szkolnej społeczności.

Mój nieustanny podziw w ciągu czterdziestu czterech lat wspólnego życia budziła jego nieprawdopodobna wszechstronność i pasja życia.

Z zawodu był inżynierem budownictwa. Projektował budynki mieszkalne, hotelowe i specjalistyczne, budował obiekty wyjątkowo skomplikowane, szpitalne, sanatoryjne, remontował – objęte opieką konserwatora zabytków. Zarządzał zespołem ludzi jako szef dużego przedsiębiorstwa.

Miał ewidentny talent plastyczny. Lubił rysować, szkicować. Uwielbiał kontakt z drewnem. Z małych jego kawałków rzeźbił figurki. W garażu urządził sobie stolarnię. Zrobił w niej kilka naprawdę pięknych mebli. Regały do domu. Stół i ławki do ogrodu, a także – niepowtarzalne meble do przedszkola – szatnię z ręcznie namalowanym wizerunkiem Misia Paddingtona, zielony kredens z namalowanymi ręcznie żółtymi irysami, różową półeczkę malowaną w różyczki, dużą skrzynię na łopatki i wiaderka, ozdobioną niezapominajkami, bladoróżowe szafki na komputery z wyciętymi na drzwiczkach tulipanami. Wszystko własnego pomysłu i projektu.

W PRL-u, w czasach niedoboru wszystkiego w sklepach, projektował i szył świetne, modne ubrania, dla nas, a później – także na sprzedaż.

Uwielbiał fotografować. Dokumentował życie rodziny, odwiedzane przez nas miejsca, życie szkoły. Brał udział – z sukcesem – w fotograficznych konkursach.

Był mecenasem sztuki. Przez kilka lat w wybudowanym przez siebie obiekcie prowadził klub. Weekendowo odbywały się w nim wydarzenia kulturalne, o których pisała prasa. Wernisaże malarstwa, koncerty, występy aktorów. Wstęp był wolny.

Zamawiał i kupował obrazy. Chętnie razem odwiedzaliśmy galerie sztuki.

Nie grał na żadnym instrumencie, ale codziennie słuchał muzyki. Najczęściej – jazzu i klasyki rocka. Zgromadził ogromną płytotekę, ale przy każdej okazji – głównie podczas wakacji – chodziliśmy też na koncerty. Uwielbialiśmy występy wspaniałych muzyków w cerkwiach na Roztoczu (jakaż tam była akustyka!) – np. filharmoników rzeszowskich, a także – Włodka Pawlika.

Od dziecka lubił naturę – rośliny i zwierzęta, zwłaszcza psy i konie, ale także – ptaki i koty. Uprawiał warzywa i owoce. Podczas studiów oboje zachwyciliśmy się tekstami Rudolfa Steinera. Jurek zwłaszcza tymi o biodynamicznej uprawie roślin. Zgodnie ze steinerowską teorią uprawialiśmy kolejne trzy nasze działki. Wszystko rosło jak szalone.

Jego żywiołem był sport. Uprawiał siatkówkę, koszykówkę, wioślarstwo, pływanie, tenis, badminton, jazdę konną, jeździł na rolkach, rowerze, wrotkach, skajkach, nartach zjazdowych i biegowych – łyżwą i stylem klasycznym. Razem uprawialiśmy jogę. W młodości pracował jako ratownik wodny na basenach i nadbałtyckich plażach oraz – jako nauczyciel pływania. Był sponsorem reprezentacji Polski w sztukach walki.

Konnej jazdy – a jeździł cudownie, jak Indianin! – nauczył się sam z książki: „Harmonia jeźdźca i konia” Sally  Swift. Stał się prawdziwym zaklinaczem koni.

W latach 1992 – 2020 współtworzył Monnet International School. Dał impuls do jej powstania. Czuwał nad finansami szkoły, jej siedzibami, remontami, inwestycjami. Dwukrotnie przeprowadził trudne procesy dostosowania budynków do pełnienia funkcji oświatowej. Projektował reklamy, kolejne logotypy, okładki kolejnych informatorów. Wymyślił konferencje naukowe poświęcone edukacji i zmobilizował szkołę do ich organizowania. W budynku na Belwederskiej zaprojektował scenę, jej zaplecze i wszystkie urządzenia wspomagające, a także – siłownię. Wybierał i kompletował instrumenty muzyczne.

Interesował się motoryzacją. Lubił szybką jazdę samochodem i podróże. Zjeździliśmy tak całe Włochy.

Był piekielnie odważny – przy dokonywaniu życiowych wyborów, prowadzeniu firmy, ale także – w sytuacjach konfrontacji z różnymi osiłkami. Kilka razy byłam świadkiem, jak skutecznie potrafił zareagować w przestrzeni publicznej, by obronić kobietę, dziewczynę, staruszka przed bandą chuliganów. Parokrotnie – najczęściej podczas imprez sylwestrowych (których do dziś nie lubię) – musiał też stawać w mojej obronie. Umiał się bić, choć nigdy nie był agresorem.

Co najmniej w dwóch przypadkach pomagał młodszym od siebie w zakładaniu firm. Lubił wspierać ludzi w różnych sytuacjach. Umiał zarobić duże pieniądze, ale lubił się też nimi dzielić. Można powiedzieć, że bywał rozrzutny. Był wsparciem, oparciem, ostoją dla wielu osób.

Na skutek naszych wspólnych rozmów także edukacja stała się jego pasją.

Dał mi odwagę życia pełną piersią. Dał mi nieograniczoną przestrzeń. Akceptował, rozumiał i wspierał wszystkie moje fascynacje i pragnienia. Dał mi moc podejmowania odważnych decyzji. Uwewnętrzniłam jego sposób myślenia o wyzwaniach, które przynosi los.

Jurek jest wdrukowany we mnie.

Wdrukowany jest także w szkołę!

Szkoło, musimy o nim pamiętać każdego dnia!

Dlatego właśnie powstał film – „Memoriał Jerzego Piskorskiego”. Jego premiera odbędzie się w środę 3 czerwca 2026 r. podczas rady pedagogicznej. Będzie emitowany co roku podczas Święta Szkoły. Będzie też umieszczony na naszej stronie internetowej.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy wystąpili w filmie i zechcieli się podzielić swoimi wspomnieniami o Jurku!

Dziękuję panu Marcinowi Kamińskiemu i jego pracownikom za wykonanie tego niełatwego zadania!

Leave a Reply