Zmuszona do trzydniowego chorowania, z leżeniem w łóżku włącznie, znalazłam okazję do przeczytanie fascynującej książki – Davida Mitchella „Atlas chmur”. Autor w posłowiu pisze, że nadał swej powieści strukturę matrioszki. Składa się ona z sześciu narracji pozornie zupełnie ze sobą nie powiązanych. Akcja każdej z nich dzieje się w innym czasie. Opowiadana jest kompletnie innym językiem, przez odmiennego narratora. Diametralna zmiana języka każdej z sześciu części jest naprawdę fascynująca i mistrzowska, perfekcyjnie oddaje czas i miejsce akcji, a przed wszystkim – mentalność i osobowość opowiadacza. Wszystkie historie obejmują okres kilkuset, a być może więcej lat – akcja jednej z nich toczy się bowiem w rzeczywistości po wielkiej katastrofie, kiedy ludzkość wraca do epoki dawnych, prymitywnych pod względem materialnym cywilizacji. Fabuły dotyczące odmiennych sytuacji, różnych rzeczywistości stykają się jedynie pozornie mało istotnymi elementami, jak na przykład pojawiające się na skórze bohaterów znamię w kształcie komety; wywołując poczucie tajemnicy i zagadki oraz niezwykłego połączenia – w czasie i przestrzeni – wszystkich istot i wydarzeń.
Łączy te fabuły także występujący w każdej z nich motyw walki dobra ze złem. Muszę przywołać fragment: „Ten, kto do walki chce stanąć z wielogłowym smokiem ludzkiej natury, okupić musi zmagania okrutnym bólem, a jego rodzina razem z nim płacić jest przymuszoną! Dopiero gdy wydasz śmiertelne tchnienie, pojmiesz, że żywot twój więcej nie znaczył niźli jedna kropla w nieskończonym oceanie! Lecz czymże jest każdy ocean, jeśli nie morzem kropel?”(David Mitchell, Atlas chmur, Warszawa 2026, s. 632)
„Życie poświęcone kształtowaniu świata, jaki chcę, by Jackson odziedziczył, a nie – jaki boję się, że odziedziczy – taka Idea życia zdaje mi się godną.” (tamże, s. 631, 632)
Literacka uczta. Czasami warto sobie troszeczkę pochorować!
