Trudno mi było policzyć, który to już kiermasz bożonarodzeniowy w naszej szkole… Organizowaliśmy go jeszcze na Abramowskiego, na Belwederskiej na pewno od 2018 roku, ale po drodze była pandemia, więc straciłam rachubę.
Kiermasze są świetną, integrującą wszystkich zabawą, spotkaniem wszystkich szkolnych stanów. Są okazją, żeby wspomóc naprawdę potrzebujących, bo podopieczni obu fundacji – Ocalenie i Hospicjum św. Krzysztofa – na które od kilku lat idą datki, to najsłabsze ogniwo społeczeństwa, czy wręcz osoby z różnych powodów wyautowane ze społeczeństwa. Społeczeństwo nie chce pamiętać o trudnym umieraniu. Nie chce też myśleć o uciekinierach, ludziach chorych, czy wręcz umierających, przerzucanych na granicy z państwa do państwa. Problem jest trudny, niejasny. Chcemy czuć się bezpieczni, a i tak to poczucie bezpieczeństwa z miesiąca na miesiąc maleje. Dzięki kiermaszowi możemy jednak przyczynić się do łagodzenia cierpienia tych najsłabszych, najbardziej potrzebujących.
Dla przedszkola i szkoły organizowanie charytatywnych imprez to także wyrabianie w naszych podopiecznych sztuki radosnego dawania.
A to baaardzo trudna sztuka!
Małe dziecko na ogół ma tendencję, żeby zabierać nieswoje zabawki. Dawanie czy nawet pożyczanie komuś swoich nie przychodzi łatwo. Niewiele dzieci ma taka cechę. Przeważnie to rodzice i opiekunowie muszą cierpliwie i konsekwentnie uczyć swoich podopiecznych tej trudnej sztuki. Trudno jest ofiarować coś kupionego… A co dopiero rzecz, którą się samemu wykonało!
Już sam czasownik „ofiarować” ma trudne konotacje – wyrzeczenia, utraty na rzecz innej osoby, pozbywania się własnych, cennych zasobów. Cała nasza cywilizacja opiera się na pragnieniu posiadania, zdobywania, kupna, zawłaszczania, w najlepszym razie – wymiany korzystnej dla obu stron, a najlepiej, żeby dla nas – bardziej.
Prawdziwe dawanie czegoś cennego, co stworzyliśmy sami, często odbieramy jako stratę. Tak czasami myślą też dzieci. Dlatego przedszkolak z rodzicem pędzi na kiermasz, żeby jak najszybciej odzyskać swoje dzieło. Nie wyobraża sobie, że mogłoby trafić pod cudzy dach.
Podobnie bywa z aukcją obrazów. Uczeń postarał się. Stworzył coś wyjątkowo pięknego. Sam nie przeczuwał nawet, że go na to stać i pragnie mieć dowód na to, jak wielkie ma możliwości, u siebie nad łóżkiem albo przynajmniej – na ścianie w domu najbliższych. W związku w tym z lękiem podchodzi do licytacji, nie rozumie jej sensu, boi się straty czegoś cennego. Najbliżsi ulegają czasem takim emocjom i walczą – bywa niestety, że sfrustrowani – by „odbić” dzieło swojej pociechy.
A to zupełnie nie o to chodzi!
Pamiętam pierwszą aukcję obrazów podczas kiermaszu, najpewniej w 2018 roku. Bardzo podobał mi się pewien obraz, który przedstawiał przedwojenny warszawski Most Kierbedzia. Licytowałam do upadłego. Kwota była rekordowa i w końcu okazała się dla mnie zaporowa. Odpuściłam. Dwa dni później odwiedził mnie autor pracy ze swoim tatą. Złożyli mi życzenia świąteczne. A chłopiec ofiarował mi swój obraz. Można teraz w moim gabinecie oglądać piękny Most Kierbedzia! Wspaniały gest, ale też rozumienie sensu takich aukcji! Piątoklasista doskonale pojął, jak wielką ma moc! Wiedział, że stworzył coś na tyle pięknego, że zachwyciło nie tylko jego najbliższych! Wiedział, że jego twórcza aktywność przyczyniła się do pomocy potrzebującym. Że on – jeszcze dziecko przecież! – ma wpływ na rzeczywistość. Znaczący wpływ! Kilka tysięcy dla hospicjum czy Fundacji Ocalenie to naprawdę znacząca pomoc! Był dumny! Tak samo dumny był jego tata! Ta duma dotyczyła nie tylko mierzalnej wartości obrazu syna, ale przede wszystkim – dojrzałości dziecka, które już zrozumiało głęboki sens dawania.
W dawaniu objawia się bowiem nasza siła, nasza moc, nasza sprawczość. Poczucie sprawczości, siły, mocy wewnętrznej i żywotności daje poczucie szczęścia! Pomagając innym budujemy własną emocjonalną stabilność i siłę, wewnętrzną radość. Emocjonalna stabilność i poczucie szczęścia jest „towarem deficytowym”, zwłaszcza teraz i zwłaszcza u tych, którzy rosną, dojrzewają! Dawanie jest działaniem, radosną aktywnością, która tworzy nasze więzi z innymi ludźmi. Radosne dawanie nas buduje i kształtuje, szczególnie, kiedy jesteśmy młodzi, rośniemy, dojrzewamy! Paradoksalnie – dawanie po prostu niezwykle nam się opłaca!!!
Pomagajmy dzieciom i młodym ludziom rozwijać w myśleniu i emocjach ważną sztukę radosnego dawania! Dla ich dobra!!! I dla dobra społecznego!
Kiermasze bożonarodzeniowe są świetną do tego okazją! Warto je w taki sposób wykorzystywać!
Jeszcze raz dziękuję hojnym darczyńcom. Przelewy zostały wysłane…
