Sportowy duch

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Czasem pojawia się nadmiar spraw do załatwienia, ciśnienie problemów – nawet nie największych, ale wielu naraz, męczący trening cierpliwości w oczekiwaniu na przykład na pieczątki bardzo ważne. A pod koniec tygodnia nadchodzi dramatyczna wiadomość o tragedii małego chłopca. I nawet gdy się bardzo postaramy, nie jesteśmy w mocy zbyt wiele pomóc…. Jeśli nałoży się na to jesienne przeziębienie, jakiś atak wirusów na zatoki i struny głosowe oraz siódme poty – to człowiek ma ochotę zaszyć się gdzieś pod pierzyną i nie wychodzić na świat Boży, czy wręcz – odmówić współpracy i z jednym, i z drugim, choć za oknem słońce i ponad dwadzieścia stopni, a w ogródku tak pięknie jeszcze kwitną kwiaty.  Nie udaje się medytacja… Nie udaje się lektura…

I wtedy na ratunek przychodzą polscy siatkarze.

Siedzimy rodzinnie w pięć osób w jednym łóżku w naszej sypialni, bo tylko tam możemy oglądać mistrzostwa. Pełna pierwotna integracja! Jak w stadzie człekokształtnych!

I przeżywamy.

Drużyna dba o swoich kibiców, o budowanie napięcia. Czasami tracą kilka kolejnych punktów i wydaje się, że nie ma żadnego sposobu, by podnieść się z upadku – piłka uparcie wpada w siatkę lub wychodzi na aut, a zawodnicy zachowują się tak, jakby nagle stracili wszelkie umiejętności.

I nagle wstępuje w drużynę duch Małego Rycerza, Pana Pułkownika Michała Wołodyjowskiego! Grają jak w transie, perfekcyjnie, z ogromną mocą sprawczą. Wielcy i niepokonani! By za moment… znowu wpadać na siebie, potykać się i nie reagować na akcje przeciwnika. Ale wtedy wzorem Hektora Kamienieckiego mówią sobie: „nic to!” i znów mamy polską szarżę.

Ich gra nie jest siatkarskim wzorcem z Sevres… Ale wierzę, że zdobędą złoty medal.

Są autorami świetnego widowiska. Powiem więcej – ich gra może być metaforą dzielnego życia, zdolności szybkiego odradzania się jak Feniks z popiołów, niegasnącej nigdy nadziei i ambicji, by sięgać – mimo własnych słabości i przeciwności losu – po najwyższe trofea.

 

 

Leave a Reply