KAWKA

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Tydzień temu Jerzy wracając z Luną z popołudniowego spaceru zastał pod naszą bramą taką scenę. Dwie dziewczynki w wieku może 10 lat fotografowały/filmowały telefonami kawkę i kota. Kawka była bardzo młoda, zapewne wypadła właśnie z gniazda i była kompletnie oszołomiona. Kot sięgał do niej łapką i szykował się na niezłą zabawę, poprzedzającą być może ucztę. Dziewczynki zapewne łudziły się, że zdobędą atrakcyjny materiał, którym pochwalą się znajomym w Internecie.

Jerzy przegonił kota i dziewczynki. Odprowadził psa do domu. Następnie wrócił po kawkę i zabrał ją na naszą posesję. Postawił przed nią dużą niewywrotną psią miskę z wodą. Kawka nie mogła utrzymać się na jej brzegu, więc wskoczyła cała do miski, pijąc wodę i kąpiąc się jednocześnie. Ufff! Umiała sama pić! Po chwili okazało się także, że potrafi sama jeść. Smakowało jej ugotowane przeze mnie jajko na twardo, posiekane, zmieszane z twarogiem i uformowane w małe grudki. Była jednak bardzo nieporadna. Chodziła dość chwiejnie i mało przytomnie. Dawała się łatwo wziąć do ręki. Nie fruwała. Zamknęliśmy ją na noc w oranżerii, z zapasem wody i jajka. Rano z duszą na ramieniu zostawiliśmy ją w ogródku, nakarmiwszy wcześniej koty. Widzieliśmy bowiem kawki krążące nad domem.

Wróciliśmy ze szkoły niespokojni dobrze po 18.00. Kawka czekała na nas na tarasie. Z jednej strony cieszyliśmy się, że przeżyła dzień. Z drugiej – byliśmy jednak zmartwieni, że nie poleciała ze swoimi i w dalszym ciągu potrzebuje naszej pomocy. Nie wiedzieliśmy, czy pozwolić jej nocować na zewnątrz, czy znów zamknąć w oranżerii. Zrobiła duże postępy. Bez problemu siadała już na brzegu miski z wodą. Podfruwała. Dziarsko przemieszczała się po ogródku. W pewnym momencie zniknęła nam z oczu. Myśleliśmy, że poleciała. Podchodziłam stale do okna i w jakimś momencie zobaczyłam kotkę Rosę, która próbuje na coś polować. Podbiegłam i niestety moje obawy potwierdziły się – na środku polanki stała nasza kawka i zahipnotyzowana patrzyła na drapieżnika. Nawrzeszczałam na kotkę. Wskoczyła na ogrodzenie, ale w dalszym ciągu nie spuszczała oczu z ptasiego dziecka. Nie dała się odgonić. Próbowałam więc złapać kawkę, niestety już nie było to takie proste. Hałas usłyszał Jerzy i przyszedł z pomocą. Rosę odstraszył gałęzią, a kawka wzbiła się w powietrze i bezbłędnie przeleciała przez otwór w murze, oddzielającym obydwa ogródki. Obydwoje równocześnie zaczęliśmy bić jej brawo. Szukaliśmy jej po drugiej stronie ogrodzenia. Wyszłam nawet na ulicę. Nigdzie jej nie było. Znowu biegaliśmy do okna. I – powtórka! Drugi kot – Kicia Królewna czaiła się do polowania. Kawka schowała się pod beczką i tam łatwo ją było dopaść. Znów musieliśmy interweniować i zamknęliśmy ptaszka w oranżerii. Przed piątą rano obudził nas rejwach. Młoda wrzeszczała z całych sił w zamknięciu. Inne kawki krzyczały, krążąc nad domem. Jerzy wypuścił żółtodzioba, który wreszcie dołączył do stada, lecz nie udało nam się już usnąć.

Teraz zdarza się, że kawka siada na tarasie i patrzy w okno, jak – w telewizor. Zawsze koło piątej rano próbuje się z nami przywitać, narażając nas na wieczne niedospanie. Wykazuje przywiązanie do psiej miski z wodą, w której lubi zażywać kąpieli. Ale gdy widzi zbliżającego się kota, lekko podrywa się do lotu i znika za drzewami.

Staramy się zniknąć jej z oczu, żeby za bardzo nie zaufała naszemu gatunkowi. Zawsze może się trafić ktoś, kto chce mieć atrakcyjny materiał, którym pochwali się w Internecie.

Głos kawki wyłapujemy w chórze innych ptasich głosów. Jesteśmy szczęśliwi.

Leave a Reply