GDAŃSKA KARUZELA

… zawsze mogę pisać np. … o karuzelach… Stanęło takie cudo nad gdańską Motławą. Jakby prosto ze świata bajek albo z rysunków Jana Marcina Szancera, albo – z filmów Felliniego… Stanęliśmy jak wryci, zapatrzeni jak dzieci w cudowny tortowy kształt, prześliczne, dopracowane, przemyślane w najmniejszych szczegółach detale – koniki, rydwany, piękne malowidła, przedstawiające gdańskie ulice i najbardziej znane zabytki. Karuzela zamienia każdego w dziecko. Odwołuje się do naszej dziecięcej wyobraźni. Długo trzyma nas w stanie absolutnego zachwytu i swoistej medytacji przedmiotu. Nie ma nic wspólnego z obiektami z różnych wesołych miasteczek, na ogół bardzo tandetnymi, czasem wręcz brzydkimi, a niekiedy także niebezpiecznymi.

Gdańska karuzela jest tak nietypowa w swoim absolutnym pięknie, że postanowiłam znaleźć o niej w Internecie jakieś informacje. Okazało się, że została wykonana w starej włoskiej rodzinnej manufakturze, zajmującej się budową karuzeli, a mającej swoją siedzibę w okolicach Wenecji. Reprezentuje też styl wenecki. Stanęła na Targu Rybnym latem 2018 r. Pewnie w sierpniu, bo na początku lipca jeszcze jej nie było.

Mogę również napisać o niespodziewanym spotkaniu przy śniadaniu z Małgorzatą Zajączkowską, wybitną aktorką, najlepszą Sonią – ze „Zbrodni i kary” – jaką kiedykolwiek widziałam. Reżyserem spektaklu i jednocześnie odtwórcą roli Porfirego był Andrzej Łapicki. Raskolnikowa grał Daniel Olbrychski. Spektakl oglądałam w zamierzchłej przeszłości. Miałam dwadzieścia kilka lat. Pamiętam do dziś.

Małgorzata Zajączkowska była też w naszej szkole jakieś siedem lat temu, w ramach spotkań bardzo cool(turalnych). Dziś okazało się, że od lat przyjeżdża do „naszego” pensjonatu, w którym zatrzymujemy się przy okazji pobytów w Gdańsku – już od siedemnastu lat, raz lub dwa razy do roku. Chyba wszyscy nadmiernie lubimy morze, do którego stąd jest mniej niż 50 m.

Mogę także napisać, że człapanie po plaży we dwoje, miarowy szum fal, zapach morza, piasku i słońca sprzyjają „układaniu się” myśli, porządkowaniu i przetwarzaniu danych. Znika presja sytuacji, czasami poczucie zepchnięcia do narożnika. Widzimy jasno układankę faktów i co najmniej kilka rozwiązań, co zawsze wiąże się z ulgą.

Z tą ulgą wracamy jutro z krótkiego urlopu w wirujące – jak karuzela – życie szkoły, w czas rekrutacji.

Leave a Reply